Zbliżający się nowy rok duszpasterski będzie poświęcony Osobie i darom Ducha Świętego. Hasło “Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym” ma motywować wiernych, kapłanów, osoby konsekrowane, formatorów, liderów ruchów i wspólnot do bardziej świadomego odkrywania obecności Ducha Świętego w naszym życiu. Okazuje się bowiem, że pomimo tego, iż w Nim “poruszamy się, żyjemy i jesteśmy” (Dz 17,28), nie zawsze właściwie rozumiemy Jego obecność i działanie.

W ostatnim czasie pojawiają się coraz częściej przypadki nadużyć doktrynalnych i liturgicznych w czasie różnego rodzaju celebracji i nabożeństw oraz w niektórych grupach modlitewnych i charyzmatycznych. W związku z tym, Kuria Metropolitalna przypomina o obowiązujących przepisach, w szczególności zawartych w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary z 14 września 2000 r. pt. Instrukcja na temat modlitw w celu osiągnięcia uzdrowienia pochodzącego od Boga (publikujemy poniżej; za stroną Stolicy Apostolskiej).

Zjawiska, przed którymi m.in. przestrzega powyższa Instrukcja, bardzo nasiliły się i rozpowszechniły w ostatnich latach (także w Archidiecezji Przemyskiej), zyskując miano – w nawiązaniu do ruchów i metod zielonoświątkowych – “pentekostalizacji”. O wynikających z niej problemach mówił w tym roku na forum Konferencji Episkopatu Polski bp Andrzej Czaja (tekst przedłożenia również publikujemy poniżej), przypomniał o tym również na ostatnich kongregacjach kapłańskich ks. Jan Bartoszek.

Prosimy duszpasterzy, liderów grup i wszystkich wiernych, w szczególności zaangażowanych w grupy modlitewne i charyzmatyczne, o zapoznanie się z poniższymi tekstami.

DO POBRANIA:


PISMO SKIEROWANE DO KARD. JÓZEFA GLEMPA
WPROWADZAJĄCE DO INSTRUKCJI NA TEMAT MODLITWY
W CELU OSIĄGNIĘCIA UZDROWIENIA OD BOGA

Rzym, 15 listopada 2000

61/89-11842

Eminencjo,
już od dłuższego czasu wielu wiernych, jak również Biskupów i Kapłanów, zwróciło uwagę Kongregacji Nauki Wiary na problem powracający z pewną systematycznością. Chodzi mianowicie o przedstawienie opinii odnośnie tak zwanych uzdrowień, które mają miejsce podczas szczególnych celebracji liturgicznych lub nieliturgicznych, rozpowszechnionych na całym świecie.

W wymienionych celebracjach uzdrowienia są wypraszane posługując się specjalnymi rytami (modlitwy, nałożenie rąk, namaszczenia, itd.) wykonywanymi nawet z aprobatą Duchowieństwa, choć czasami wyrażoną w sposób domniemany, jak na przykład poprzez samą ich obecność. To wszystko powoduje ruch dużych grup ludzi, którzy gromadzą się w różnych miejscach, w celu otrzymania lub ujrzenia cudu.

Bardzo często podczas tych celebracji rozgłasza się zaistnienie dokonanego uzdrowienia, pobudzając w ten sposób oczekiwanie na to samo zjawisko podczas innych, podobnych spotkań. W tym kontekście odwołuje się czasami do tak zwanego „charyzmatu uzdrawiania”.

Spotkania modlitewne w celu otrzymania uzdrowienia domagają się właściwego ich osądu pod względem liturgicznym, szczególnie ze strony prawowitej władzy kościelnej, która ma obowiązek czuwać i określić odpowiednie normy w celu poprawnego przebiegu celebracji liturgicznych.

Z tych też powodów Kongregacja zdecydowała opublikować Instrukcję na temat modlitwy w celu osiągnięcia uzdrowienia od Boga (por. Załącznik), która ma służyć przede wszystkim Ordynariuszom miejsc, aby mogli lepiej kierować wiernych w tej sprawie, popierając to co jest w niej dobre i usuwając to, czego należałoby unikać.

Korzystając z okazji przesyłam Eminencji jak najserdeczniejsze pozdrowienia, życząc obfitości łask Bożych.

Oddany w Panu
Joseph Ratzinger
Kard. Joseph Ratzinger
Prefekt Kongregacji Nauki Wiary


KONGREGACJA NAUKI WIARY

INSTRUKCJA NA TEMAT MODLITW
W CELU OSIĄGNIĘCIA UZDROWIENIA
 POCHODZĄCEGO OD BOGA

Wstęp

Gorące pragnienie szczęścia, głęboko zakorzenione w sercu człowieka, łączy się ściśle z dążeniem do uwolnienia od choroby i zrozumienia jej sensu, gdy się jej doświadcza. Jest to ludzkie doświadczenie, które znajduje w Kościele szczególny oddźwięk, ponieważ w taki czy inny sposób dotyczy wszystkich. Właśnie przez niego choroba jest rozumiana jako środek zjednoczenia się z Chrystusem i wewnętrznego oczyszczenia, zaś ze strony tych, którzy opiekują się chorą osobą, jako okazja do czynienia miłosierdzia. Ponadto choroba, jak i inne ludzkie cierpienia, stanowi uprzywilejowany moment modlitwy: czy to jako prośba o łaskę, aby przyjąć chorobę w świetle wiary i pogodzić się z wolą Bożą, czy również jako błaganie o otrzymanie uzdrowienia.

Modlitwa, która wyraża błaganie o przywrócenie zdrowia, jest zatem praktyką obecną w każdej epoce Kościoła, także dzisiaj. Tym, co jednak stanowi nowe zjawisko, w pewnym sensie, jest fakt rozprzestrzeniania się wspólnot modlitewnych, połączonych niekiedy z celebracją liturgiczną, celem otrzymania od Boga uzdrowienia. Niekiedy, nie tak rzadko, rozgłasza się przypadki uzyskanych uzdrowień, wzbudzając w ten sposób oczekiwanie tego samego zjawiska w trakcie innych, podobnych, spotkań. W tym kontekście mówi się czasem o domniemanym charyzmacie uzdrawiania.

Tego rodzaju spotkania modlitewne w celu otrzymania uzdrowienia stwarzają ponadto problem ich słusznego osądu pod względem liturgicznym, w szczególny sposób przez władzę kościelną, która ma obowiązek czuwać i określać odpowiednie normy poprawnego przebiegu celebracji liturgicznych.

Dlatego wydaje się rzeczą słuszną opublikowanie Instrukcji, zgodnie z kan. 34 Kodeksu Prawa Kanonicznego, która służyłaby zwłaszcza jako pomoc przede wszystkim Ordynariuszom miejsc, aby lepiej mogli przewodzić wiernym w tej sprawie, popierając to, co jest dobre, i poprawiając to, czego należy unikać.

Potrzeba jednak, aby normy dyscyplinarne były przedstawione w odpowiednim kontekście doktrynalnym, które zapewniłyby odpowiednią orientację i wyjaśniały racje normatywne. W tym celu do tych norm dyscyplinarnych zostają dołączone aspekty doktrynalne na temat łask uzdrawiania i modlitw, aby je otrzymać.

I. ASPEKTY DOKTRYNALNE

1. Choroba i uzdrowienie: ich znaczenie i wartość w ekonomii zbawienia

„Człowiek, choć powołany do radości, w swoim codziennym życiu doświadcza cierpienia i bólu w najrozmaitszych formach”.[1] Dlatego Pan w swoich obietnicach zbawczych zapowiada radość serca związaną z uwolnieniem od cierpienia (por. Iz 30,29; 35,10; Ba 4,29). W rzeczywistości to On wybawia „od zła wszelkiego” (Mdr 16,8). Cierpienia, które towarzyszą chorobie, są rzeczywistością stale obecną w ludzkich dziejach, a ponadto są przedmiotem głębokiego pragnienia człowieka uwolnienia się od nich i od wszelkiego zła.

W Starym Testamencie „Izrael doświadcza tego, że choroba w tajemniczy sposób wiąże się z grzechem i złem”.[2] Wśród kar Bożych grożących ludowi za jego niewierność, choroba zajmuje poczesne miejsce (por. Pwt 28,21-22.27-29.35). Chory, który błaga Boga o uzdrowienie, uznaje, że został słusznie ukarany za swoje grzechy (por. Ps 37,40; 106,17-21).

Choroba dotyka jednak również sprawiedliwych i człowiek stawia sobie pytanie: dlaczego? W Księdze Hioba pytanie to pojawia się na licznych stronicach. „Jeśli jest prawdą, że cierpienie ma sens jako kara wówczas, kiedy jest związane z winą – to natomiast nie jest prawdą, że każde cierpienie jest następstwem winy i ma charakter kary. Postać sprawiedliwego Hioba jest szczególnym na to dowodem w Starym Testamencie. […] Jeśli Bóg godzi się doświadczyć Hioba cierpieniem, to – aby wykazać jego sprawiedliwość. Cierpienie ma charakter próby”.[3]

Choroba, chociaż może mieć aspekt pozytywny jako próba wierności sprawiedliwego i jako środek zadośćuczynienia sprawiedliwości pogwałconej przez grzech, i również jako okazja do skruchy grzesznika i jego wejścia na drogę nawrócenia, to jednak pozostaje złem. Dlatego prorok zapowiada przyszłe czasy, w których nie będzie chorób i kalectw, a bieg życia nie będzie już więcej przerwany śmiertelną chorobą (por. Iz 35,5-6; 65,19-20).

Jednak dopiero w Nowym Testamencie znajduje się pełna odpowiedź na pytanie, dlaczego choroba dotyka także sprawiedliwych. Podczas swojej działalności publicznej Jezus spotyka się z chorymi nie sporadycznie, lecz stale. Uzdrawia On wiele osób w sposób cudowny. Toteż cudowne uzdrowienia charakteryzują całą Jego działalność. „Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelią królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości” (Mt 9,25; por. 4,23). Uzdrowienia są znakami Jego mesjańskiego misji (por. Łk 7,20-23). Ukazują one zwycięstwo królestwa Bożego nad wszelkimi formami zła i stają się symbolami uleczenia całego człowieka, duszy i ciała. W rzeczywistości służą one wykazaniu, że Jezus ma władzę odpuszczania grzechów (por. Mt 2,1-12), są znakami dóbr zbawczych, jak uzdrowienie chromego przy sadzawce Betesda (por. J 5,2-9.19.21) i ślepego od urodzenia (por. J 9).

Także początkom ewangelizacji, według Nowego Testamentu, towarzyszyły liczne cudowne uzdrowienia, które potwierdzały moc Dobrej Nowiny. Ta moc została obiecana przez Jezusa zmartwychwstałego i pierwsze wspólnoty chrześcijańskie widziały, jak urzeczywistnia się ona wśród nich: „ Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: […]. Na chorych race kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie” (Mk 16,17-18). Cudowne uzdrowienia towarzyszą głoszeniu Filipa w Samarii: „Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa. Tłumy słuchały z uwagą i skupieniem słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił. Z wielu bowiem opętanych wychodziły z donośnym krzykiem duchy nieczyste, wielu tez sparaliżowanych i chromych zostało uzdrowionych” (Dz 8,5-7). Św. Paweł przedstawia swoje przepowiadanie Ewangelii, charakteryzujące się znakami i cudami dokonanymi mocą Ducha: „Nie odważę się jednak wspominać niczego poza tym, czego dokonał przeze mnie Chrystus w doprowadzeniu pogan do posłuszeństwa [wierze] słowem, czynem, mocą znaków i cudów, mocą Ducha Świętego” (Rz 15,18-19; por. 1 Tes 1,5; 1 Kor 2,4-5). Możemy nie bez podstaw założyć, że te znaki i cuda ukazujące moc Bożą, które towarzyszyły przepowiadaniu Ewangelii, wyrażały się przeważnie w cudownych uzdrowieniach. Były znakami nie związanymi wyłącznie z osobami Apostołów, lecz dokonywały się także poprzez wiernych: „Czy Ten, który udziela wam Ducha i działa cuda wśród was, [czyni to] dlatego, ze wypełniacie Prawo za pomocą uczynków, czy tez dlatego, ze dajecie posłuch wierze?” (Ga 3,5).

Mesjańskie zwycięstwo nad chorobą i nad innymi cierpieniami ludzkimi dokonuje się nie tylko przez ich usunięcie przez cudowne uzdrowienia, lecz także przez dobrowolne i niewinne cierpienie w męce Chrystusa, dając każdemu człowiekowi możliwość współuczestnictwa w niej. Właśnie „sam Chrystus, który chociaż jest bez grzechu, znosił w swojej męce wszelkiego rodzaju bóle i cierpienia, i przyjął na siebie cierpienia wszystkich ludzi: doprowadził w ten sposób do spełnienia tego, co o Nim napisał prorok Izajasz (por. Iz 53,4-5)”.[4] Co więcej: „W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie zostało odkupione. […] Dokonując Odkupienia przez cierpienie, Chrystus wyniósł zarazem cierpienie na poziom Odkupienia. Przez to też w każdym ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa”.[5]

Poza tym, że Kościół traktuje chorych jako przedmiot swojej miłosiernej troski, rozpoznaje w nich również wezwanie „do czynnego przeżywania ludzkiego i chrześcijańskiego powołania i do udziału we wzrastaniu królestwa Bożego w nowy, jeszcze cenniejszy sposób. Słowa św. Pawła apostoła, które powinny stać się programem ich życia, są światłem pozwalającym dostrzec, że sytuacja, w której się znaleźli, jest także łaską: «w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół» (Kol 1,24)”.[6] Właśnie to odkrycie doprowadziło Apostołów do radości. Jest to radość paschalna, owoc Ducha Świętego. I jak mówi św. Paweł, także „wielu chorych może żyć «pośród wielkiego ucisku z radością Ducha Świętego» (1 Tes 1,6) i być świadkami Chrystusowego Zmartwychwstania”.[7]

2. Pragnienie uzdrowienia i modlitwa o jego otrzymanie

Pragnienie chorego, aby otrzymać uzdrowienie, jest czymś dobrym i głęboko ludzkim, szczególnie kiedy wyraża się ono w ufnej modlitwie zwróconej do Boga i zakłada przyjęcie woli Bożej. Do niej nawołuje Syrach: „Synu, w chorobie swej nie odwracaj się od Pana, ale módl się do Niego, a On cię uleczy” (Syr 38,9). Niektóre psalmy zawierają prośbę o uzdrowienie (por. Ps 6; 7; 40; 87).

Podczas publicznej działalności Jezusa wielu chorych zwracało się do Niego, czy to osobiście, czy za pośrednictwem przyjaciół lub krewnych, prosząc o przywrócenie zdrowia. Pan wysłuchuje te prośby, a Ewangelie nie zawierają ani jednego śladu niezadowolenia z tego rodzaju modlitwy. Jedynym zarzutem Chrystusa brak wiary: „Jeśli możesz? Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy” (Mk 9,23; por. Mk 6,5-6; J 4,48).

Modlitwa poszczególnych wiernych, którzy proszą o własne uzdrowienie lub uzdrowienie innych, nie tylko spotyka się z pochwałą, ale o uzdrowienie chorych prosi Pana w liturgii także sam Kościół. Nade wszystko posiada on jeden sakrament „specjalnie przeznaczony do umocnienia osób dotkniętych chorobą – namaszczenie chorych”.[8] „W nim przez namaszczenie, któremu towarzyszy modlitwa kapłanów, Kościół poleca chorych cierpiącemu i uwielbionemu Panu, ażeby udzielił im pociechy i zbawienia”.[9] Bezpośrednio przed błogosławieństwem oleju, Kościół modli się, „ażeby ci, którzy otrzymają namaszczenie tym olejem, doznali ulgi w ciele, w duszy i w duchu, i zostali uwolnieni od wszelkiego bólu, od wszelkiej ułomności i wszelkiego cierpienia”;[10] następnie w dwóch pierwszych formularzach modlitwy po namaszczeniu prosi się także o uzdrowienie chorego.[11] Jako że sakrament jest znakiem i obietnicą przyszłego królestwa, modlitwa ta jest także zapowiedzią zmartwychwstania, kiedy „śmierci juz nie będzie, ani żałoby, ni krzyku, ni trudu juz odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” (Ap 21,4). Poza tym Missale Romanum zawiera formularz Mszy świętej pro infirmis (za chorych), w której prosi się nie tylko o łaski duchowa, lecz również o zdrowie dla chorych.[12]

De Benedictionibus z Rituale Romanum istnieje Ordo benedictionibus infirmorum, zawierające różne teksty modlitw, w których błaga się o uzdrowienie: w drugim formularzu Preces,[13] w czterech Orationes benedictionis pro adultis,[14] w dwóch Orationes benedictionis pro pueris,[15] w modlitwie Ritus brevior.[16]

Oczywiście modlitwa nie wyklucza, a raczej wręcz przeciwnie – zachęca do użycia naturalnych środków potrzebnych do zachowania lub przywrócenia zdrowia, podobnie, a także zachęca synów i córki Kościoła do troski o chorych i do niesienia im ulgi na ciele i w duchu, starając się pokonać chorobę. W rzeczywistości „sama Opatrzność Boża postanowiła, aby człowiek wytrwale walczył z wszelkimi chorobami troskliwie zabiegał o dobre zdrowie”.[17]

3. Charyzmat uzdrawiania w Nowym Testamencie

Cudowne uzdrowienia nie tylko potwierdzały moc ewangelicznego przepowiadania w czasach apostolskich, lecz sam Nowy Testament mówi o prawdziwym i właściwym darze uzdrawiania chorych, udzielonym przez Jezusa Apostołom i innym pierwszym ewangelizatorom. I tak, przy powołaniu Dwunastu do ich pierwszej misji, według przekazu św. Mateusza i św. Łukasza, Pan udziela im „władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszelkie choroby i wszelkie słabości” (Mt 10,1; Łk 9,1) i nakazuje im: „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy” (Mt 10,8). Także posyłając siedemdziesięciu dwóch uczniów, Pan nakazuje: „Uzdrawiajcie chorych, którzy tam są” (Łk 10,9). Władza ta zostaje im udzielona przy okazji posłania, nie dla wywyższenia osobistego, lecz dla potwierdzenia ich misji.

Dzieje Apostolskie przedstawiają w sposób ogólny cuda dokonywane przez Apostołów: „Apostołowie czynili wiele znaków i cudów (Dz 2,43; por. 5,12). Były to znaki i cuda, a więc dzieła nadzwyczajne, które objawiały prawdę i siłę ich misji. Jednak obok tych krótkich, ogólnych, wskazań Dzieje Apostolskie mówią nade wszystko o cudownych uzdrowieniach dokonanych przez poszczególnych głosicieli Ewangelii: Szczepana (por. Dz 6,8), Filipa (por. Dz 8,6-7), a zwłaszcza Piotra (por. Dz 3,1-10; 5,15; 9,33-34.40-41) i Pawła (por. Dz 14,3.8-10; 15,12; 19,11-12; 20,9-10; 28,8-9).

Zarówno zakończenie Ewangelii św. Marka, jak i List do Galatów – o czym była już mowa – poszerzają tę perspektywę i nie ograniczają cudownych uzdrowień do działalności Apostołów i innych głosicieli Ewangelii odgrywających ważną rolę w pierwszej misji. W związku z tym szczególnego znaczenia nabierają odniesienia do „charyzmatów uzdrowienia” (por. 1 Kor 12,9.28.30). Znaczenie pojęcia „charyzmat”, samo w sobie jest szerokie i oznacza „dar wspaniałomyślny”, co w tym konkretnym przypadku oznacza „łaskę uzdrowienia”. Te łaski, w liczbie mnogiej, są udzielane pojedynczym osobom (por. 1 Kor 12,9), lecz nie należy ich rozumieć w sensie wyłączności: „łaskę uzdrowienia” każdy otrzymuje nie dla siebie, ale również dla innych. Jest ona dana „w jednym i tym samym Duchu”, lecz nie uściśla się, w jaki sposób się ona dokonuje. Można twierdzić, że dokonuje się za pomocą modlitwy, której może towarzyszy jakiś symboliczny gest.

W Liście św. Jakuba pojawia się wzmianka o działaniu Kościoła poprzez kapłanów na rzecz uzdrowienia chorych, które należy rozumieć również w sensie fizycznym. Nie należy jednak sądzić, że chodzi tu o cudowne uzdrowienia: nie chodzi tu o „charyzmaty uzdrowienia” z 1 Kor 12,9. „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu dopuszczone” (Jk 5,14-15). Chodzi tu o działanie sakramentalne: mówi się o namaszczeniu chorego olejem i o modlitwie „nad nim”, a nie po prostu „za niego”, jakby chodziło wyłącznie o modlitwę wstawiennicza lub – prośby; chodzi raczej o skuteczne działanie „nad chorym”.[18] Czasowniki: „będzie ratunkiem”, „podźwignie” – nie sugerują działania mającego na celu wyłącznie lub nade wszystko uzdrowienie fizyczne, ale w pewien sposób je obejmują. Pierwszy czasownik (salvare), chociaż w innych miejscach listu odnosi się do zdrowia duchowego (por. 1,21; 2,14; 4,12; 5,20), w Nowym Testamencie używany jest w znaczeniu „uzdrowienia” (por. Mt 9,21; Mk 5,28.34; 6,56; 10,52; Łk 8,48); drugi czasownik (elevare), chociaż czasami oznacza „wskrzesić” (por. Mt 10,8; 11,5; 14,2), bywa także stosowany na określenie gestu „podźwignięcia” osoby leżącej z powodu choroby, przez uzdrowienie jej w cudowny sposób (por. Mt 9,5; Mk 1,31; 9,27; Dz 3,7).

4. Modlitwy o uzdrowienie przez Boga w Tradycji

Ojcowie Kościoła uważali za rzecz normalną, że wierzący prosi Boga nie tylko o zdrowie duszy, lecz także o zdrowie ciała. W sprawie fizycznego zdrowia św. Augustyn napisał: „Trzeba się modlić, ażeby, kiedy je się ma, zostało zachowane, i ażeby zostało przywrócone, kiedy się go nie ma”.[19] Ten sam Ojciec Kościoła pozostawił nam świadectwo o uzdrowieniu przyjaciela, które zostało uzyskane dzięki modlitwie biskupa, kapłana i kilku diakonów.[20]

Taki sam sens zawierają obrzędy liturgiczne, zarówno zachodnie, jak i wschodnie. W modlitwie po Komunii prosimy, „aby moc tego sakramentu […] napełniła nasze dusze i ciała”.[21] W uroczystej liturgii Wielkiego Piątku zaprasza się do modlitwy do Boga Ojca wszechmogącego, aby „odwrócił od nas choroby […] raczył dać zdrowie chorym”.[22] Wśród tekstów bardziej znaczących wskazuje się na błogosławieństwo oleju chorych. Prosi się tutaj Boga, aby udzielił swojego świętego błogosławieństwa, aby „ci, którzy otrzymają namaszczenie tym olejem, odczuli ulgę na ciele, w duszy i duchu, i zostali uwolnieni od wszelkiego bólu, od wszelkiej ułomności i od wszelkiego cierpienia”.[23]

Podobne wyrażenia spotykamy podczas namaszczenia chorych w rytach wschodnich. Przytoczymy tylko niektóre spośród najbardziej znaczących. W obrządku bizantyjskim podczas namaszczenia wiernych prosi się: „Ojcze Święty, lekarzu dusz i ciał, który posłałeś Twojego jedynego Syna, Jezusa Chrystusa, aby leczył wszelkie choroby i wybawił nas od śmierci, uzdrów przez łaskę Chrystusa także tego Twojego sługę z choroby ciała i ducha, która teraz go nęka”.[24] W obrządku koptyjskim prosi się o błogosławieństwo oleju, aby wszyscy ci, którzy będą nim namaszczeni, mogli uzyskać zdrowie ducha i ciała. Następnie, podczas namaszczenia chorego, kapłani po wezwaniu osoby Jezusa Chrystusa posłanego na świat, „aby leczył wszystkie choroby i wyzwolił od śmierci”, proszą Boga, by „uzdrowił chorego z dolegliwości ciała i pozwolił mu kroczyć drogą prawości”.[25]

5. „Charyzmat uzdrawiania” w obecnej sytuacji

W dziejach Kościoła nie brakowało świętych cudotwórców, którzy dokonywali cudownych uzdrowień. Fenomen ten, jak wiadomo, nie ograniczał się do czasów apostolskich; tak zwany „charyzmat uzdrawiania”, który obecnie wymaga pewnych wyjaśnień doktrynalnych, nie wiąże się jednak z owymi cudotwórczymi zjawiskami. Problemem są raczej modlitewne spotkania urządzane specjalnie z myślą o uzyskaniu dla ich uczestników cudownych uzdrowień, a także modlitwy o uzdrowienie, które w tej samej intencji są odmawiane na zakończenie Komunii eucharystycznej.

O uzdrowieniach związanych z miejscami modlitwy (sanktuaria, miejsca przechowywania relikwii męczenników lub innych świętych itd.) mamy liczne świadectwa w długich dziejach Kościoła. Przyczyniły się one do upowszechnienia w starożytności i w średniowieczu pielgrzymek do niektórych sanktuariów, które stały się sławne także z tego powodu, jak św. Marcina z Tours lub katedra św. Jakuba w Santiago de Compostela, i wiele innych. Również teraz jest podobnie, jak to obserwujemy na przykład od ponad stu lat w Lourdes. Uzdrowienia tego rodzaju nie wiążą się co prawda z „charyzmatem uzdrawiania”, gdyż nie występuje tutaj podmiot tego charyzmatu, lecz należy brać je pod uwagę w doktrynalnej ocenie powyższych spotkań modlitewnych.

Jeśli chodzi o spotkania modlitewne stawiające sobie za cel – jeśli nawet nie dominujący, to przynajmniej mający wpływ na ich program – otrzymanie uzdrowienia, to należy odróżnić takie spotkania, które mogą opierać się – w sposób rzeczywisty czy tylko pozorny – na „charyzmacie uzdrawiania”, od spotkań, które nie mają żadnego związku z takim charyzmatem. Aby tym spotkaniom można było przypisać ewentualny charyzmat, musi się w ich trakcie zaznaczyć – jako decydujący dla skuteczności modlitwy – udział jakichś pojedynczych osób lub określonej kategorii osób, na przykład tych, którzy przewodzą spotkaniu, Oczywiście, nabożeństwa przewidziane w księgach liturgicznych – nie mające związku z „charyzmatem uzdrawiania” – sprawowane z poszanowaniem norm liturgicznych, są dozwolone, jak w przypadku Mszy św. w intencji chorych (pro infirmis). Jeżeli jednak nie zachowują norm liturgicznych, mamy do czynienia z nadużyciem.

W sanktuariach odbywają się również inne nabożeństwa, które same w sobie nie mają na celu uproszenia Boga o łaski uzdrowienia, ale które w ubocznych intencjach organizatorów i uczestników mają prowadzić do uzdrowienia; organizuje się w tym celu nabożeństwa liturgiczne (na przykład, wystawienie Najświętszego Sakramentu z błogosławieństwem) lub pozaliturgiczne, to znaczy popierane przez Kościół ludowe praktyki pobożnościowe, jak uroczyste odmawianie różańca. Również te nabożeństwa są dozwolone, jeśli nie zmienia się ich autentycznego znaczenia. Na przykład nie można wysuwać na pierwszy plan pragnienia uzdrowienia chorych, sprawiając w ten sposób, że wystawienie Najświętszego Sakramentu zatraca własną celowość; ono bowiem „prowadzi wiernych do uznania przedziwnej obecności Chrystusa i zaprasza ich do duchowego zjednoczenia z Nim, zjednoczenia, które swój szczyt znajduje w Komunii sakramentalnej”.[26]

„Charyzmatu uzdrawiania” nie można przypisywać określonej klasie wiernych. Pozostaje bowiem jasne, że św. Paweł mówiąc o różnych charyzmatach w 1 Kor 12 nie przypisuje daru „charyzmatu uzdrawiania” jakiejś szczególnej grupie (apostołom, prorokom, nauczycielom, zwierzchnikom lub innym); ich rozdzielaniem kieruje inna logika: „ Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce” (1 Kor 12,11). Zatem, w spotkaniach modlitewnych zorganizowanych celem prośby o uzdrowienie, byłoby niedopuszczalne przypisywanie „charyzmatu uzdrawiania” pewnej kategorii uczestników, na przykład kierownikom grupy. Nie pozostaje nic innego, jak zwierzyć suwerennej woli Ducha Świętego, który daje pewnym osobom specjalny charyzmat uzdrawiania, aby ukazać moc łaski Zmartwychwstałego. Tymczasem nawet najżarliwsze modlitwy nie sprawią uzdrowienia z wszystkich chorób. W ten sposób powiada Pan do św. Pawła: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9); a sam św. Paweł, odwołując się do znaczenia cierpień, które należy znosić, powie: „w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24).

II. NORMY DYSCYPLINARNE

Art. 1. Każdy wierny może bez przeszkód zwracać się do Boga w modlitwach o uzyskanie uzdrowienia. Gdy są one zanoszone w kościele lub w innym świętym miejscu, jest rzeczą stosowną, aby były one prowadzone przez wyświęconego szafarza.

Art. 2. Modlitwy o uzdrowienie są uważane za liturgiczne, jeżeli znajdują się w księgach liturgicznych zatwierdzonych przez kompetentną władzę kościelną; w przeciwnym razie nie są modlitwami liturgicznymi.

Art. 3, § 1. Liturgiczne modlitwy o uzdrowienie powinny być sprawowane zgodnie z przepisanym obrzędem i w stroju liturgicznym wskazanym w Ordo benedictionis infirmorum z Rituale Romanum.[27]

§ 2. Konferencja Biskupów, zgodnie z postanowieniami zawartymi w Praenotanda, V, De adaptationibus quae Conferentiae Episcoporum competunt[28 ] tegoż Missale Romanum, może dokonać adaptacji obrzędu błogosławieństwa chorych, uważanych z punktu widzenia duszpasterskiego za stosowne lub nawet konieczne, po uprzednim potwierdzeniu przez Stolicę Apostolską.

Art. 4, § 1. Biskup diecezjalny[29] ma prawo wydawania norm dla własnego Kościoła partykularnego odnośnie nabożeństw liturgicznych w intencji uzdrowienia, zgodnie z kanonem 838, § 4.

§ 2. Ci, którzy troszczą się o przygotowanie tego rodzaju nabożeństw, w ich realizacji powinni stosować się do wspomnianych norm.

§ 3. Pozwolenie na tego rodzaju nabożeństwa powinno być wyraźne, nawet jeśli są organizowane przez Biskupów lub Kardynałów lub jeśli oni w nich uczestniczą. Biskup diecezjalny ma prawo odmówić zgody na taki udział innemu biskupowi, o ile są po temu słuszne powody.

Art. 5, § 1. Pozaliturgiczne modlitwy o uzdrowienie winny być prowadzone w odmienny sposób od nabożeństw liturgicznych (jako spotkania modlitewne lub czytanie słowa Bożego). Wymagana jest czujność Ordynariusza miejsca zgodnie z kanonem 839, § 2.

§ 2. Należy uważać, by nie mieszać tych wolnych modlitw pozaliturgicznych z właściwymi nabożeństwami liturgicznymi.

§ 3. Poza tym jest rzeczą konieczną, by prowadzący zapobiegali w ich trakcie wybuchom histerii i dbali o to by forma ich modlitw nie wywoływała sensacji, nie była sztuczna i teatralna.

Art. 6. Korzystanie ze środków społecznego przekazu, zwłaszcza telewizji, podczas modlitw o uzdrowienie, liturgicznych czy pozaliturgicznych, powinno znajdować się pod nadzorem Biskupa diecezjalnego i zgodnie z kanonem 823 i normami ustanowionymi przez Kongregację Nauki Wiary w Instrukcji z 30 marca 1992 r.[30]

Art. 7, § 1. Przestrzegając to, co zostało ustalone w art. 3, i zachowując nabożeństwa dla chorych przewidziane w księgach liturgicznych lub pozaliturgicznych, podczas sprawowania Najświętszej Eucharystii i Liturgii Godzin nie powinno się wprowadzać liturgicznych czy pozaliturgicznych modlitw o uzdrowienie.

§ 2. Podczas nabożeństw, o których mowa w § 1, dopuszcza się wprowadzanie specjalnych intencji modlitwy o uzdrowienie chorych do modlitwy powszechnej lub „modlitwy wiernych”, jeśli są one w nich przewidziane.

Art. 8, § 1. Posługa egzorcyzmu powinna być sprawowana w ścisłej zależności od Biskupa diecezjalnego i zgodnie z kanonem 172, Listem Kongregacji Nauki Wiary z 29 września 1985 r.[31] i Rituale Romanum.[32]

§ 2. Modlitwy egzorcyzmu, zawarte w Rituale Romanum, powinny być oddzielone od nabożeństw w intencji uzdrowienia, liturgicznych i pozaliturgicznych.

§ 3. Zabrania się bezwzględnie włączanie tych modlitw w celebrację Mszy świętej, sakramentów i Liturgii Godzin.

Art. 9. Ci, którzy przewodniczą nabożeństwom o uzdrowienie, liturgicznym czy pozaliturgicznym, powinni dokładać starań o utrzymanie w zgromadzeniu atmosfery prawdziwej pobożności oraz – zachowywać niezbędną roztropność, jeżeli wśród uczestników nastąpi uzdrowienie; po zakończeniu nabożeństwa powinni oni sumiennie zebrać ewentualne świadectwa i przedstawić ten fakt kompetentnej władzy kościelnej.

Art. 10. Autorytatywna interwencja Biskupa diecezjalnego jest konieczna, gdy w nabożeństwach o uzdrowienie, liturgicznych i pozaliturgicznych, występują nadużycia, w przypadku jawnego zgorszenia lub kiedy występuje poważne naruszenie norm liturgicznych i dyscyplinarnych.

W czasie Audiencji udzielonej niżej podpisanemu Kardynałowi Prefektowi Jego Świątobliwość Jan Paweł II zatwierdził niniejszą Instrukcją, uchwaloną na Zebraniu plenarnym Kongregacji Nauki Wiary, i nakazał jej opublikowanie.

Rzym, w siedzibie Kongregacji Nauki Wiary, 14 września 2000 r. w Święto Podwyższenia Krzyża Świętego.

JOSEPH Kard. RATZINGER
Prefekt

Abp TARCISIO BERTONE, SDB
Em. Arcybiskup Vercelli
Sekretarz

[1] JAN PAWEŁ II, Adhort. Apost. Christifideles laici, 55.
[2] KKK 1502.
[3] JAN PAWEŁ II, List. Apost. Salvifici doloris, 11.
[4] Ordo Unctionis Infirmorum eorumque Pastoralis Curae, Editio Typica, Typis Polyglottis Vaticanis, MCMLXXII, nr 2.
[5] JAN PAWEŁ II, List. Apost. Salvifici doloris, 19.
[6] JAN PAWEŁ II, Adhort. Apost. Christifideles laici, 53.
[7] Tamże.
[8] KKK 1511.
[9] Ordo Unctionis Infirmorum eorumque Pastoralis Curae, nr 5.
[10] Tamże, nr 75.
[11] Tamże, nr 77.
[12] Por. Missale Romanum, Editio Typica, Typis Polyglottis Vaticanis MCMLXXIV.
[13] Por. De Benedictionibus, Editio Typica, Typis Polyglottis Vaticanis MCMLXXXIV, 305.
[14] Por. tamże, 306-309.
[15] Por. tamże, 315-316.
[16] Por. tamże, 319.
[17] Ordo Unctionis Infirmorum eorumque Pastoralis Curae, nr 3.
[18] Por. SOB. TRYD., Doctrina de sacramento extremae unctionis, cap. 2: DS 1696.
[19] Św. AUGUSTYN, Epistula 130, 6, 13: PL 33, 499.
[20] Por. TENŻE, De Civitate Dei 22, 8, 3: PL 41, 762-763.
[21] Por. Missale Romanum, s. 563.
[22] Tamże, Oratio universalis, nr 10 (Pro tribulatis), s. 256.
[23] Ordo Unctionis Infirmorum eorumque Pastoralis Curae, nr 75.
[24] J. GOAR, Euchologion sive Rituale Graecorum, Venetiis 1730 (Graz 1960), s. 338.
[25] H. DENZINGER, Ritus Orientalium in administrandis Sacramentis, t. 2, Würzburg 1863 (Graz 1961), s. 497-498.
[26] De Sacra Communione et de Cultu Mysterii Eucharistici extra Missam, Editio Typica, Typis Polyglottis Vaticanis MCMLXXIII, nr 82.
[27] Por. De Benedictionibus, nr 290-320.
[28] Tamże, nr 39.
[29] I równoważne im, na mocy kanonu 381, § 2.
[30] Por. KONGREGACJA NAUKI WIARY, Instrukcja o niektórych aspektach wykorzystywania środków społecznego przekazu w promowaniu nauki wiary (30 marca 1992).
[31] Por. KONGREGACJA NAUKI WIARY, List Inde ab aliquot annis (29 września 1985): AAS77 (1985) 1169-1170.
[32] Por. De Exorcismis et Supplicationibus ąuibusdam, Praenotanda, 13-19, Editio Typica, Typis Vaticanis MIM.


BP ANDRZEJ CZAJA

PROBLEM PENTEKOSTALIZACJI CHRZEŚCIJAŃSTWA*

Moje wystąpienie na powyższy temat jest bezpośrednio skutkiem zainteresowania się biskupa Pawła Sochy zagadnieniem pentekostalizacji i zaproszenia mnie na wasze doroczne sympozjum. Na ostatnim, październikowym zebraniu plenarnym KEP dzieliłem się bowiem tym, co sam na temat pentekostalizacji usłyszałem w ramach posiedzenia Komisji Nauki Wiary KEP z ust ks. Andrzej Kobylińskiego, etyka z UKSW w Warszawie[1]. Przedstawione przezeń treści zrobiły duże wrażenie na członkach i konsultorach Komisji, i zobowiązano mnie do przedstawienia tych treści Episkopatowi Polski. Chodzi o zjawisko, które ma już miejsce w naszym Kościele, a stanowi zagrożenie dla jego tożsamości i jedności oraz rozwoju duchowego poszczególnych wiernych, nie wyłączając duchownych.

Poniżej zaprezentuję wyniki badań i refleksji ks. Kobylińskiego, które zaprezentował w kilku artykułach[2] i którymi dzieli się w wywiadach. W naszej rodzimej teologii jest właściwie jedynym badaczem i analitykiem zjawiska pentekostalizacji. Trudno się więc dziwić, że dzieli los prekursora. Ponieważ częstokroć panuje przekonanie, że czegoś takiego jak pentekostalizacja nie ma, myśl jego spotyka się z obojętnością, tudzież ostrą krytyką[3], albo i kpiną, że Autor mówi o rzeczywistości przez niego wydumanej. Oczywiście, w tej sytuacji i przy braku możliwości wymiany myśli, ks. Kobylińskiemu nie jest nieraz łatwo zachować zdrowy krytycyzm i być powściągliwym w wyprowadzaniu wniosków.

Trudno się z nim jednak nie zgodzić, że rozwijający się od wielu lat proces pentekostalizacji ujawnia się ostatnio coraz bardziej także w naszym Kościele w Polsce. Na świecie zjawisko to jest już szeroko omawiane i analizowane przez wielu myślicieli, tak w Kościele katolickim, jak w tradycyjnych Kościołach protestanckich. Pentekostalizacją zainteresowała się też Stolica Apostolska. Mam na myśli konferencję, która została zorganizowana w Rzymie przez Episkopat Niemiec, pod patronatem Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, w kwietniu 2013 roku, pt.: Ewangelikalne, pentekostalne, charyzmatyczne: nowe ruchy religijne wyzwaniem dla Kościoła katolickiego[4]. W maju, rok później, Wydział Historii, Kultur i Religii Uniwersytetu La Sapienza w Rzymie, pod patronatem Włoskiego Stowarzyszenia Nauk Etno-Antropologicznych zorganizował konferencję pt.: Transnacjonalizm, pentekostalizm i procesy pentekostalizacji. Skrzyżowanie spojrzeń na religie w ruchu[5].

Osobiście w refleksji ks. Kobylińskiego znajduję treści, które rzucają światło na trudne do zrozumienia zachowania członków „schorzałej” wspólnoty charyzmatycznej w Raciborzu, którą przez 5 lat starałem się przywrócić do jedności z Kościołem. Treści te odsłaniają też źródło i bazę rozwoju takich zjawisk jak praktykowanie tzw. spowiedzi furtkowej, modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe, które trzeba było negatywnie zaopiniować, czy też innych jeszcze fenomenów religijnych w naszym Kościele, które budzą coraz więcej wątpliwości i obaw. Mam też nieodparte wrażenie, że wiele z tego, co mówi ks. Kobyliński bardzo przystaje do słów papieża Franciszka wypowiedzianych podczas spotkania z biskupami na Wawelu. Papież mówił: „Myślę, że w tym tak zsekularyzowanym świecie mamy też inne niebezpieczeństwo: uduchowienie gnostyckie. […] jest to duchowość subiektywna, bez Chrystusa. […] Modlę się, odczuwam… i nic więcej. To jest gnostycyzm. […] znajdować Boga bez Chrystusa, lud bez Kościoła”[6].

  1. Co oznacza pentekostalizacja?

Przez pentekostalizację (ang. Pentecostalization, niem. die Pentekostalisierung, wł. pentecostalizzazione) rozumiemy dwa procesy: szybki wzrost liczebny różnego rodzaju nowych wspólnot stricte zielonoświątkowych oraz proces stopniowego przekształcania tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich i związków wyznaniowych w bliżej nieokreśloną formę chrześcijaństwa charyzmatycznego w wymiarze globalnym.

O pierwszym z procesów tak pisze ks. Kobyliński: „Dynamiczny i ogólnoświatowy proces pentekostalizacji chrześcijaństwa jest nazywany często ‘ucharyzmatycznieniem’ religii chrześcijańskiej lub narodzinami chrześcijaństwa pentekostalnego, charyzmatycznego lub ewangelikalnego. W konsekwencji tego procesu, szczególnie w Afryce czy Ameryce Południowej, na gruncie tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich rodzą się nowe wspólnoty, związki wyznaniowe lub sekty o charakterze charyzmatycznym i zielonoświątkowym”[7].

Dokonuje się jednak także proces uzielonoświątkowienia wewnątrz tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich. Kobyliński wprowadził ten termin do polskiego języka teologicznego, a ma na myśli proces głębokiej transformacji tychże Kościołów na poziomie głoszonej doktryny, liturgii czy praktykowanych form życia religijnego. Chodzi o Kościół katolicki na całym świecie, poszczególne denominacje protestanckie oraz tzw. wolne Kościoły chrześcijańskie. W najmniejszym stopniu proces ten dotyka Kościoły prawosławne, ze względu na mocne akcentowanie w nich konieczności zachowania Tradycji. Jego efektem jest stopniowe przekształcanie tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich – katolickiego, luterańskiego, reformowanego, anglikańskiego, episkopalnego czy metodystycznego – w jedną, uniwersalną „wersję pentekostalną”.

Niestety są tego gorzkie owoce. Na naszych oczach dokonuje się swoistego „uziemienia” chrześcijaństwa, jego wewnętrznej dechrystianizacji, o której mówił papież Franciszek na Wawelu, czyli sprowadzenia go na poziom zaspokajania podstawowych ludzkich pragnień i potrzeb, a także redukcji do poziomu terapii. Gdyby rozwój chrześcijaństwa miał dalej zmierzać w tym kierunku, to może dojść do zupełnego wynaturzenia religii chrześcijańskiej.

Dlatego słusznie zauważa Margit Eckholt, niemiecka teolog z Uniwersytetu w Osnabrück, że dla Kościoła katolickiego fenomen pentekostalizmu stanowi nie tylko wyzwanie o charakterze zewnętrznym, ale jest także poważnym zagrożeniem wewnątrzkościelnym, ponieważ nurt zielonoświątkowy zaczyna od środka dogłębnie zmieniać współczesne oblicze katolicyzmu[8]. Owszem pentekostalizm może być pewną szansą dla katolików i wielu innych denominacji chrześcijańskich. Od chrześcijan pentekostalnych możemy się uczyć spontaniczności, otwartości, zapału misyjnego, chęci przekazywania słowa Bożego. Potrzeba jednak większej czujności doktrynalnej i duszpasterskiej, aby pentekostalizacja nie doprowadziła do narodzin jednej uniwersalnej i synkretycznej wersji chrześcijaństwa.

Pomocą może nam być list Kongregacji Nauki Wiary z 15 maja 2016 roku pt. Iuvenescit Ecclesia, zredagowany w trosce o owocny i uporządkowany udział nowych zrzeszeń religijnych w komunii i misji Kościoła. Autorzy dokumentu mówią o potrzebie otwartości na te zrzeszenia, by dobrze wykorzystać drzemiący w nich potencjał, a równocześnie o potrzebie czujności, rzetelnym diagnozowaniu i rozeznawaniu Bożego ducha w nich. Jeśli bowiem ich współistnienie ma być harmonijne i budujące Kościół, to muszą przynależeć do Kościoła lokalnego, być misyjnie otwarte i posłuszne pasterzom (zob. zwłaszcza nr 17-18).

  1. Tempo rozwoju chrześcijaństwa zielonoświątkowego

Z badań amerykańskiego Centrum Studiów Chrześcijaństwa Globalnego z siedzibą w jednej z bardziej znanych w USA ewangelikalnych uczelni wyższych, w Gordon-Conwell Theological Seminary, w South Hamilton w stanie Massachussets[9], wynika, że co 10 godzin chrześcijanie w świecie zakładają nowy Kościół, związek wyznaniowy lub sektę. Trudno się więc dziwić, że prowadzi to do coraz większej fragmentaryzacji wspólnot chrześcijańskich.

Według ustaleń ks. Kobylińskiego, rozwój wspólnot zielonoświątkowych na świecie przedstawia się następująco: Po 100 latach od chwili narodzin ruchu zielonoświątkowego w 1901 roku, wspólnoty te liczyły 100 milionów wyznawców. Gwałtowny rozwój nastąpił w ostatnich kilkunastu latach. Obecnie szacuje się, że jest już 600-800 milionów chrześcijan zielonoświątkowych. W 2025 roku ma ich być miliard. Do tego trzeba dodać, że biorąc pod uwagę rzeczywiste praktykowanie religii, a nie tylko formalną przynależność kościelną, już dziś zielonoświątkowcy są największym wyznaniem chrześcijańskim. Stąd wniosek, że religia chrześcijańska w wymiarze globalnym podlega postępującej dekompozycji i staje się coraz bardziej zielonoświątkowa, ale w wydaniu neopentekostalnym.

Główną przyczyną gwałtownego wzrostu wielu wspólnot neopentekostalnych na całym świecie jest niezwykła atrakcyjność nowych form religijności, które są przez nie rozwijane. Oferują człowiekowi możliwość zaspokojenia podstawowych potrzeb człowieka: uzdrowienia i zdrowia, przebaczenia, szczęścia i spełnienia. U podstaw jest amerykańska Ewangelia sukcesu (Prosperity Gospel) tudzież Ewangelia zdrowia i dobrobytu (Health and Wealth Gospel), które głoszą, że zdrowie i powodzenie materialne są wyrazem Bożego błogosławieństwa. Jest to niebezpieczna „reforma” chrześcijaństwa, która może doprowadzić do jego całkowitego wynaturzenia, do ściągnięcia religii chrześcijańskiej na poziom „opium dla ludu”.

W tej sytuacji mogą się sprawdzić prognozy dotyczące rozwoju chrześcijaństwa globalnego. Niektórzy analitycy przewidują[10], że w 2050 r. na trzech kontynentach Globalnego Południatzn. w Azji, Afryce oraz Ameryce Łacińskiej – będzie mieszkać 80% wszystkich chrześcijan świata, podczas gdy w 1900 r. ta grupa stanowiła jedynie 20%[11]. Gdy chodzi o poszczególne kraje, już w 2025 roku najwięcej chrześcijan ma mieszkać w Chinach – 200 mln. Prognozuje się, że w 2030 roku w Państwie Środka będzie ich aż 250 mln. Będą to w znakomitej większości chrześcijanie zielonoświątkowi, których nauczanie o sukcesie życiowym i bogactwie jako przejawie Bożego błogosławieństwa doskonale koresponduje ze współczesną mentalnością chińskiego społeczeństwa[12].

  1. Trzy fale rozwoju pentekostalizmu w świecie

Mówi się powszechnie o trzech okresach, czy falach rozwoju ruchu pentekostalnego w świecie. W pierwszym okresie, od 1901 roku, pentekostalizm rozwijał się na przedłużeniu ortodoksyjnego protestantyzmu i gardził tradycyjną pobożnością. Akcentował takie doświadczenia ekstatyczne jak chrzest w Duchu Świętym czy modlitwa językami, a w życiu charakteryzował się moralnym rygoryzmem i ascetyczną formą życia. Członkowie pierwszych zborów zielonoświątkowych prezentowali radykalnie konserwatywne podejście do kwestii ubioru kobiet i mężczyzn, wyrażali krytyczny stosunek do kultury masowej, wzywali do zakazu słuchania wielu rodzajów muzyki. Społeczna rola wierzących była ograniczona do zachowania wierności Pismu Świętemu w świecie coraz bardziej dekadenckim. Nawoływano do postaw zorientowanych na swego rodzaju ucieczkę ze świata doczesnego, przy jednoczesnym podkreśleniu wartości życia pozagrobowego[13].

Druga fala, nazwana przez kręgi zielonoświątkowe – w nawiązaniu do proroctwa Joela, zapisanego na kartach Starego Testamentu – „deszczem jesiennym” (Jl 2, 23), rozpoczęła się w latach 50. ubiegłego wieku i w formie ruchu charyzmatycznego przeniknęła do Kościołów tradycyjnych. Po tym jak ów „deszcz jesienny” przeniknął do Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych w 1967 roku, pentekostalizm drugiej fali zaczął się szybko rozwijać w wielu krajach jako Katolicka Odnowa Charyzmatyczna. Na tym etapie rozwoju ruchu zielonoświątkowego i uzielonoświątkawiania Kościołów tradycyjnych „spektrum oczekiwanych znaków działania Ducha Bożego poszerzyło się nieco, chociaż nadal oczekiwano, że chrzest w Duchu Świętym będzie się manifestował przez modlitwę w językach”[14].

Trzecia fala rozwoju oznacza współczesny neopentekostalizm, który narodził się w latach 80. XX wieku. Doprowadził on do powstania bardzo wielu tzw. wolnych Kościołów, sekt i związków wyznaniowych o charakterze ponaddenominacyjnym. Charakteryzuje się szczególnie intensywną manifestacją znaków i cudów, która oznacza fizyczne uzdrowienia, uwolnienia od demonów i inne somatyczne manifestacje mocy, które przejawiały się np. przez często zbiorowe padanie na podłogę, histeryczny śmiech i różnego rodzaju konwulsje[15].

Ks. Kobyliński stwierdza: „Nowość religijności trzeciej fali polega na większym podkreśleniu tematyki uzdrowienia w Duchu Świętym i wykorzystaniu Internetu, radia i telewizji do głoszenia Dobrej Nowiny. Współczesny pentekostalizm wykorzystuje media elektroniczne i nowoczesne strategie marketingowe. Istotą doświadczenia religijnego staje się Boskie uzdrowienie i bywa, że kościoły stają się formą Pogotowia Ratunkowego dla różnego rodzaju cierpienia duchowego i fizycznego, włącznie z biedą i bezrobociem”[16].

Neopentekostalizm przekazuje wiernym to co święte zasadniczo nie poprzez Biblię – jak czynił to klasyczny pentekostalizm – ale przez święte symbole jak namaszczenie olejem, nałożenie rąk, palenie karteczek z prośbami modlitewnymi, różnego rodzaju egzorcyzmy, uwalnianie od złych duchów itp. Inaczej aniżeli w początkowym pentekostalizmie, we współczesnym ruchu zielonoświątkowym pobożność ludowa odgrywa bardzo ważną rolę pozytywną. Dlatego w dzisiejszych wspólnotach zielonoświątkowych można spotkać wiele elementów zaczerpniętych z religii afrykańskich: rozumienie obecności złych duchów, ich wpływu na życie ludzi i różne metody uwalniania człowieka od wszelkich form zła. Skutkiem tego zdają się być m.in. stosowane dzisiaj w Polsce przez niektórych katolików tzw. nowe sakramentalia (woda egzorcyzmowana, sól egzorcyzmowana i olej egzorcyzmowany), które mają pomagać w przepędzaniu mocy złych duchów i chronić ludzi przed wpływem sił demonicznych.

I dzieją się dziwne rzeczy; na świecie i coraz częściej także w naszym Kościele. Po raz pierwszy w dziejach Kościoła katolickiego, 20 maja 2015 roku, w Bazylice Katedralnej w stolicy Meksyku, dokonano egzorcyzmu nad całym państwem. Wielki Egzorcyzm nad Meksykiem. Analogicznego egzorcyzmu dokonano na Jasnej Górze w stosunku do Narodu Polskiego, 15 października 2016 roku, w ramach nabożeństwa Wielkiej Pokuty. Zamysł dobry, ale wykonanie, zwłaszcza trzeciej części nabożeństwa, miało nie wiele wspólnego z pokutą. Takich Wielkich Egzorcyzmów nie znano przez 2000 lat. Zawsze egzorcyzmowano osoby, a nie kraj czy Naród. Stąd zasadnicze pytanie, na jakich podstawach teologicznych opiera się tego typu kolektywne uwalnianie całych regionów i krajów?

Współczesny pentekostalizm rozwija też bardzo teologię materialnego sukcesu i dobrobytu oraz całkowite wyzwolenie z tradycyjnych norm, odnoszących się do zewnętrznej świętości. To czyni zeń ruch mocno zorientowany na doczesność. Tego rodzaju religijność ma zapewnić człowiekowi całkowitą samorealizację w teraźniejszości. Kościoły neopentekostalne są zorganizowane hierarchicznie jak duże przedsiębiorstwa czy koncerny międzynarodowe. W Brazylii potęga finansowa, medialna i rynkowa Uniwersalnego Kościoła Królestwa Bożego (Igreija Universal do Reino de Deus), jednego z nowych Kościołów pentekostalnych, jest porównywana z największymi koncernami działającymi w tym kraju. Liderzy wspólnot zielonoświątkowych podejmują decyzje, które są przekazywane ich podwładnym. Członkowie tego rodzaju wspólnot, na wzór wielkich korporacji, są zobowiązani do szczególnego posłuszeństwa w stosunku do swoich liderów, którzy często podejmują decyzje dotyczące osobistego życia członków swoich wspólnot[17].

  1. Zasadnicze elementy współczesnej religijności pentekostalnej

„Zielonoświątkowcy – pisze Andrzej Migda – wyrażają powszechne przekonanie o możliwości nawiązania niezapośredniczonej, bezpośredniej komunikacji z Bogiem. Nie odbywa się ona za pośrednictwem księgi, sakramentu, drugiego człowieka, czyjejś posługi, lecz bezpośrednio”[18]. W ten sposób kwestionuje się tradycyjne przekonanie katolickie, zgodnie z którym doświadczamy Boga w sposób jedynie pośredni, ponieważ bezpośredni kontakt z Bogiem jest wyjątkowym darem, typowym dla przeżyć mistycznych. Dlatego jest coś na rzeczy w stwierdzeniu Migdy, że „społeczności pentekostalne tworzą ludzie spragnieni mistycyzmu. […], którzy czują, że stare formy wiary wypaliły się, którzy silnie odczuwają potrzebę cudów”[19]. Trzeba się też zgodzić z jego tezą, że pentekostalizm jawi się jako spontaniczna ekspresja ludowej religijności.

Jako taki pentekostalizm urzeczywistnia się w formie wielu autonomicznych Kościołów i związków wyznaniowych, które charakteryzuje wiara w konieczność świadomego odrodzenia przez uznanie Jezusa za „osobistego Zbawiciela”, intensywne przeżywanie obecności Ducha Świętego, doświadczenie tzw. chrztu w Duchu Świętym oraz praktykowanie Jego darów. W łonie Kościołów tradycyjnych różne przejawy pentekostalizmu występują w niektórych grupach formacyjnych i wspólnotach charyzmatycznych.

Charakteryzując religijność pentekostalną ks. Kobyliński zwraca uwagę na trzy elementy. Po pierwsze mamy do czynienia z powiązaniem wiary, emocjonalnej wrażliwości oraz doświadczenia. W przeżywaniu Boga liczy się nade wszystko moje osobiste doświadczenie, którego najczęściej ani się nie ocenia ani weryfikuje. Stąd, w miejsce sola scriptura wchodzi zasada sola experientia. Konkretne doświadczenie religijne interpretuje się w odniesieniu do tekstu Pisma Świętego, najczęściej fundamentalnie rozumianego. Dlatego reprezentant środowiska neopentekostalnego zdaje się mówić: „Wierzę, ponieważ doświadczam”. Uznaje się takie podejście za jedynie słuszne, w odpowiedzi na przeintelektualizowanie dotychczasowych form chrześcijańskiego kultu i pobożności[20].

Po drugie, charakteryzując religijność pentekostalną trzeba stwierdzić, że zielonoświątkowcy i zwolennicy ruchów zielonoświątkowych w znacznej mierze kwestionują tradycyjną teologię katolicką i protestancką, tworząc własną wizję religii, moralności i życia społecznego. W ich przekonaniu wszystkie nadzwyczajne zjawiska, jak np. cuda i uzdrowienia opisane w Biblii, mogą występować z taką samą częstotliwością także dzisiaj, jeśli odpowiednio żywa będzie wiara członków kościołów czy grup modlitewnych. Dlatego w pentekostalizmie współczesnym mamy do czynienia z „religijnością mirakularną”, którą znamionuje wyeksponowanie cudu jako fundamentu religii. Przedstawiciele nurtu zielonoświątkowego są przekonani, że także w XXI wieku wciąż da się zaobserwować spektakularne oznaki aktywności mocy Bożej w życiu człowieka wierzącego, tak jak to było w czasach apostolskich[21].

Po trzecie, zjawiskiem typowym dla religijności pentekostalnej są objawy psychosomatyczne, występujące w trakcie wielu różnych spotkań modlitewnych, które przejawiają się w postaci drgawek ciała, spazmatycznego śmiechu lub zjawiska tzw. upadków w duchu. W psychologii religii takie zachowania są klasyfikowane jako przejawy „odmiennych stanów świadomości”. A ponieważ nowi członkowie wspólnot charyzmatycznych są szkoleni, jak osiągnąć możliwość przeżywania stanów ekstatycznych i mistycznych, nie można wykluczyć, że „zielonoświątkowe fenomeny psychosomatyczne powstają wskutek tych samych mechanizmów psychicznych, które umożliwiają transy szamańskie, stąpanie po rozżarzonych węglach czy tańce derwiszów”[22].

Pan Andrzej Migda[23] twierdzi, że pentekostalny ruch prorocki wykazuje wiele strukturalnych podobieństw do praktyk znanych z szamanizmu, nawiązuje do doświadczenia pierwotnego, cechującego się myśleniem prelogicznym. Szamańska wizja świata jest pełna duchów, kwestionuje naukowe podejście do rzeczywistości oraz nie uznaje podziału na świat naturalny i nadnaturalny – oba przenikają się wzajemnie.

Zdaniem Migdy, odzwierciedlenie doświadczeń inicjacyjnych szamana występuje w „odmiennych stanach świadomości” znanego pastora zielonoświątkowego Todda Bentleya, który zapoczątkował słynne przebudzenie w Lakeland na Florydzie w 2008 r. Migda twierdzi, że „w tym przypadku możemy zobaczyć, w jaki sposób szamanizm funkcjonuje na płaszczyźnie mistycyzmu pentekostalnego, wykorzystując funkcjonujące w kulturze popularnej elementy związane z UFO oraz filmami z gatunku science fiction. (…) Język takiej mistyki nasycony realizmem i sensualizmem oddala się od protestanckiego pierwowzoru. Sięga głęboko do korzeni doświadczenia religijnego, odwołując się zarówno do szamańskich schematów narracyjnych, jak i wizji spokrewnionych z popkulturową fantastyką”[24].

  1. Proces pentekostalizacji w Polsce

Wiele wskazuje na to, że od ok. 2007 r. w naszym kraju można mówić o bardzo poważnym przyspieszeniu procesu pentekostalizacji życia religijnego i zastępowaniu tradycyjnych form pobożności katolickiej nową religijnością zborów zielonoświątkowych. Zdaniem ks. Kobylińskiego, „przenikanie idei pentekostalnych do religijności katolickiej dotyczy dzisiaj wielu sfer naszego życia kościelnego: seminariów duchownych, zakonów męskich i żeńskich, duszpasterstwa akademickiego, nauczania religii w szkole, ruchu oazowego oraz innych ruchów religijnych i wspólnot modlitewnych, Szkół Nowej Ewangelizacji, duszpasterstwa parafialnego itp.”[25]. Ten sam Autor zwraca też uwagę na trzy zjawiska specyficzne dla rozwoju pentekostalizacji chrześcijaństwa nad Wisłą.

Najpierw, nietrudno zauważyć wzajemne przenikanie się, często większe niż w innych krajach, zborów stricte zielonoświątkowych i katolickich wspólnot charyzmatycznych. Do rzadkości należy występowanie z Kościoła katolickiego i tworzenie nowych struktur. Wcześniej, 30% wspólnot Odnowy w Duchu Świętym tworzyło nowe zbory, zwłaszcza w 90. latach XX wieku. Natomiast dziś obserwujemy uzielonoświąkowianie katolicyzmu w Polsce.

Sytuacja w naszym kraju wygląda w ten sposób, że mamy zarejestrowanych kilkadziesiąt Kościołów zielonoświątkowych, m.in.: Kościół Boży w Chrystusie, Zbór Stanowczych Chrześcijan, Chrześcijańską Wspólnotę Zielonoświątkową czy Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej. „Do ruchu zielonoświątkowego – twierdzi Migda – zaliczyć trzeba również katolickie wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Dopiero tak szeroko ujęty pentekostalizm może nam dać pełen obraz ruchu zielonoświątkowego w Polsce. (…) Trudno mówić w Polsce o zielonoświątkowcach i charyzmatykach jako o dwóch oddzielnych ruchach, mając świadomość, że wielu pastorów zielonoświątkowych oraz członków ich zborów ma za sobą formację w katolickich grupach Odnowy w Duchu Świętym”[26].

Choć trudno zgodzić się z tego typu uproszczoną i uogólnioną diagnozą, to jednak nie ulega wątpliwości, że ma miejsce przenikanie religijności pentekostalnej w katolickie środowiska wiary. Ujawnia się to choćby w tym, że przesadnie rozbudzane emocje podczas spotkań religijnych powodują częstokroć psychosomatyczne następstwa: omdlenia, upadki, drgawki, konwulsje, spazmatyczny śmiech, trans. I niestety, te właśnie zjawiska stają się coraz bardziej stałym elementem krajobrazu religijnego w Polsce. Spoczynek w duchu występuje w wielu grupach: w kościołach parafialnych, w zakonach, w sanktuariach maryjnych, w seminariach duchownych, na rekolekcjach oazowych, w duszpasterstwie akademickim, w trakcie rekolekcji adwentowych czy wielkopostnych, w Szkołach Nowej Ewangelizacji itd. Doznają go duchowni, osoby konsekrowane, wierni świeccy, nawet młodzież i dzieci.

W marcu 2016 r. media ogólnopolskie informowały o rekolekcjach szkolnych w Lesznie. Zostały one zorganizowane dla sześciu szkół, żeby uczcić 1050. rocznicę Chrztu Polski. Wzięło w nich udział ok. 700 osób. W trakcie nabożeństw niektóre dzieci padały na ziemię, trzęsły się, krzyczały, traciły przytomność. W marcu 2015 r. media ogólnopolskie informowały o trzydniowych rekolekcjach wielkopostnych w Gryficach, w których wzięło udział ok. 1000 uczniów szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych z powiatu gryfickiego. Podczas spotkania niektórzy młodzi uczestnicy zanosili się płaczem, a nawet mdleli. Gdy już podnosili się z ziemi sami, zachowywali się dziwnie: zataczali się, wybuchali histerycznym śmiechem czy płaczem. Tymczasem w relacjach mediów katolickich, czy w komentarzach teologów katolickich trudno znaleźć krytyczną uwagę.

Z kolei, gdy chodzi o wspólnoty stricte zielonoświątkowe można zauważyć, że oddalają się od typowego ortodoksyjnego protestantyzmu czy luterańskiego neopietyzmu, z którymi zielonoświątkowcy byli głęboko związani w ramach klasycznego pentekostalizmu w pierwszej połowie XX wieku. Zbliżają się natomiast coraz bardziej w swym nauczaniu i formach pobożności do charyzmatycznego katolicyzmu. Wymownym tego znakiem jest m.in. to, że już nader rzadko spotyka się w polskich zborach zielonoświątkowych postawy antykatolickie powszechne w latach 80., gdy przedstawiano Kościół katolicki jako biblijną nierządnicę, której porzucenie jest warunkiem wejścia do Królestwa Niebieskiego[27].

Drugim elementem, wyróżniającym polski nurt pentekostalny, jest swego rodzaju mesjanizm narodowy, tzn. przekonanie, że chrześcijaństwo w Polsce – po przeżyciu tzw. przebudzenia charyzmatycznego – ma do odegrania ważną dziejową misję w stosunku do całego świata. Tego rodzaju przekonanie pojawia się w bardzo wielu wypowiedziach duchownych i świeckich liderów charyzmatycznych. Jednym z bardzo znamiennych przykładów takiego myślenia jest wypowiedź pana Lecha Dokowicza, reżysera i producenta filmowego, który stanowi ważny punkt odniesienia w polskich środowiskach penktekostalnych. W jednym z wywiadów współtwórca filmu Duch został zapytany o to, czego szukają nad Wisłą tacy kaznodzieje charyzmatyczni, jak James Manjackal i Rufus Pereira z Indii, Antonello Cadeddu z Brazylii czy John Bashobora z Ugandy, którzy w ostatnich latach gromadzą na swoich spotkaniach w naszym kraju dziesiątki tysięcy ludzi? „Oni niczego nie szukają – odpowiada Lech Dokowicz. Oni przynoszą. To są prorocy, apostołowie, których Pan posyła, aby przebudzić nasz kraj. Według słów niektórych z nich, Pan Bóg rozpoczyna reewangelizację świata na różnych kontynentach od pojedynczych krajów. Od Polski ma się rozpocząć reewangelizacja Europy. Ale jest to zadanie warunkowe. Aby Polska mogła stać się światłem dla naszego kontynentu, Polacy muszą najpierw powrócić do gorącej wiary naszych ojców. Dlatego Pan Bóg z krańców świata posyła do nas ludzi posługujących w Jego mocy, aby kładąc ręce, przebudzili i umocnili tych, którzy przygotują nasz kraj do tego zadania”[28]. Wówczas zaczęto też mówić o jakimś dziwnym i bliżej nieznanym programie przebudzenia Kościoła w Polsce.

Trzecim elementem, charakteryzującym pentekostalizację chrześcijaństwa w Polsce jest swego rodzaju antyintelektualizm, który ujawnił się m.in. w praktykowaniu tzw. spowiedzi furtkowej, czy stosowaniu magicznych obrzędów przez niektórych duchownych. Nawet jeśli sytuacja ta zmienia się obecnie, to ciągle można spotkać w wielu zborach zielonoświątkowych i katolickich wspólnotach charyzmatycznych postawy niechętne naukowemu dyskursowi oraz refleksji teologicznej. W ostatnich latach – twierdzi Migda – widać wyraźny wzrost zainteresowania różnego rodzaju szkołami biblijnymi, jednak nie zmienia to sytuacji, że brakuje wydawnictw naukowych opisujących krytycznie recepcję napływających do Polski zielonoświątkowych idei religijnych. Istnieje natomiast duża liczba literatury tłumaczonej z języka angielskiego, która wypełnia powstałą lukę wydawniczą i dostarcza wielu przykładów opisujących możliwości rozwoju nowej duchowości. Taka sytuacja powoduje, że pastorzy i liderzy podejmują próby przeniesienia na grunt polski idei religijnych przedstawionych w tych publikacjach. Trzeba też dopowiedzieć, że wydawane w Polsce książki stanowią dla wiernych zasadniczo inspirację do działania, rzadko do intelektualnego namysłu[29].

  1. Etyczne zagrożenia związane z pentekostalizacją chrześcijaństwa

Etyka wspólnot pentekostalnych opiera się prawie wyłącznie na nauczaniu zawartym w Piśmie Świętym. Wśród charyzmatyków występuje bardzo często skrajny biblicyzm, czyli dosłowne rozumienie tekstu świętego, oraz podejście fideistyczne. W pewnym sensie neopentekostalizm kwestionuje, bądź lekceważy dwa tysiące lat chrześcijańskiej refleksji filozoficznej i teologicznej nad tajemnicą Boga, człowieka i świata. Dlatego ogólnoświatowy rozwój ruchu pentekostalnego rodzi wiele nowych i trudnych problemów etycznych i moralnych.

Po pierwsze, bardzo często w nauczaniu wielu liderów zielonoświątkowych mamy do czynienia z daleko posuniętym synkretyzmem religijnym. Niestety, słuchacze nie mają najczęściej świadomości, że treści religijne, które bezkrytycznie przyjmują, są obce dla Kościoła do którego obecnie należą. Bywa, że katolicy przyjmują zielonoświątkowe rozumienie cudu, uzdrowienia, interpretacji Pisma św., obecności w naszym życiu złych duchów czy opętania.

Po drugie, poważny problem etyczny dotyczy prezentowania przez liderów charyzmatycznych wielu zdarzeń, zjawisk, orędzi lub proroctw jako rzekomo nadprzyrodzonych, podczas gdy wiele argumentów przemawia za tym, że mają one charakter czysto naturalny. Można tutaj mówić o nieuczciwości lub niezawinionym wprowadzaniu ludzi w błąd. Przykładem nieuczciwych praktyk może być interpretowanie wybudzenia człowieka ze śpiączki mózgowej lub ze stanu kataleptycznego jako wskrzeszenia. Spektakularnym przykładem błędnego interpretowania zjawisk naturalnych i uznawania ich za nadprzyrodzone jest dość częsty brak uchwycenia różnicy między glosolalią jako „modlitwą w językach” a jubilacją jako modlitwą głośną, ale całkowicie niezrozumiałą, ponieważ wyrażaną bez sylab tworzących konkretne i zrozumiałe słowa (łac. jubilare – krzyczeć z radości). Gdy w pierwotnym chrześcijaństwie mówiono o darze języków jako zjawisku nadrzyrodzonym, to rozumiano je jako posługiwanie się niewyuczonym i osobiście nieznanym, ale jednak rzeczywistym językiem obcym. Dla św. Augustyna dar języków był udzieloną przez Boga zdolnością porozumiewania się. Natomiast jubilację rozumiał jako wydawanie przez człowieka dźwięków, które wyrażają to, czego się nie da wyrazić słowami; nieskrępowane wyrażanie radości, wychodzące poza sferę sylab, wyrazów i języka, występujące przy żniwach czy winobraniu. Ma więc rację bp Andrzej Siemieniewski, że „charyzmatyczną glosolalię nazywaną we współczesnej Odnowie w Duchu Świętym »modlitwą językami« roztropniej byłoby interpretować jako coś analogicznego do starożytnej jubilacji”[30].

Po trzecie, zdecydowany sprzeciw powinny budzić wszelkie formy psychomanipulacji, stosowane podczas niektórych spotkań. Narusza się prywatność ludzi, ich wolność, a to może prowadzić do różnych form zniewolenia lub rozbicia psychicznego. Analogicznie do relacji lekarz – pacjent, także w relacji liderów charyzmatycznych do członków wspólnot religijnych powinna obowiązywać zasada świadomej zgody. Chodzi o obowiązek uprzedniego wyjaśnienia uczestnikom spotkań modlitewnych tego, co będzie mieć miejsce, aby mogli świadomie i w sposób wolny podjąć decyzję.

Spektakularnym przykładem nieetycznych zachowań o charakterze psychomanipulacyjnym jest stosowanie w wielu wspólnotach religijnych tzw. Toronto Blessing, nazywanego także „darem śmiechu”. Chodzi tutaj o wywoływanie u uczestników dziwnych form histerycznego śmiechu lub wprowadzanie ich w różne formy transu czy histerii[31]. Niepokoi fakt, że choć w wielu środowiskach charyzmatycznych uznano Toronto Blessing za przejaw oszustwa ze strony złych mocy i działalność demoniczną, nadal w wielu krajach na świecie liderzy pentekostalni wywołują u uczestników spotkań ataki histerycznego, niepohamowanego śmiechu lub płaczu, stany „upojenia w duchu” polegające na utracie wszelkiej kontroli nad ciałem i mową, aż po wydawanie przez uczestników tego typu nabożeństw zwierzęcych odgłosów (np. świni, psa, lwa, koguta itp.), które rzekomo są darem Boga i mają prorocze znaczenie. Czasem wywołuje się tzw. rodzenie w duchu: „zarówno mężczyźni, jak i kobiety przybierają pozycje znane z położnictwa. Wydają przy tym odgłosy, jakby rzeczywiście przeżywali bóle porodowe. Sytuacje takie stanowiły pewnego rodzaju akcje prorocze mające na celu zilustrowanie działania Ducha Świętego, który właśnie miał rodzić nowe przebudzenie”[32]. Wszystko to jest dziś praktykowane także w Polsce przez niektórych liderów i księży, a wierni zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, że są manipulowani. Szczególnie dramatyczne i naganne moralnie jest stosowanie tego typu psychomanipulacji w stosunku do osób nieletnich.

Po czwarte, poważnym problemem etycznym są też różnego rodzaju nadużycia związane z uzdrawianiem fizycznym i duchowym. Oczywiście spotkania charyzmatyczne mogą pomóc niektórym chorym i cierpiącym, ale niejednokrotnie dochodzi do sytuacji, w których doznają różnego rodzaju uszczerbku na zdrowiu ciała i duszy. Niestety, niektórzy liderzy charyzmatyczni stawiają zbyt łatwo i pochopnie diagnozy dotyczące stanu zdrowia innych ludzi. Czasami tego rodzaju opinie mogą być tak sugestywne, że osoby autentycznie chore rezygnują z koniecznego leczenia medycznego. Można spotkać sytuacje, w których ktoś przestaje przyjmować konieczne lekarstwa, ponieważ chwilowo poczuł się lepiej podczas Mszy świętej, czy nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie. Potrzeba wiele ostrożności, odpowiedzialności i odróżniania – szczególnie w stosunku do ludzi chorych i cierpiących – tego, co naturalne, od tego, co nadprzyrodzone.

  1. Implikacje pastoralne

Dziś w dniu wspomnienia św. Franciszka Salezego staje nam przed oczyma jego Filotea – zakreślona przez niego dobrze ułożona droga do życia pobożnego. Niestety na tym poziomie w dzisiejszym życiu Kościoła w Polsce ma miejsce duże zamieszanie. Przyczyn jest wiele, a objawy zdumiewają i niepokoją coraz bardziej: zalew objawień prywatnych, które się nadmiernie wartościuje (m.in. Anioła Stróża Polski), magia wiary w cudowną przemianę rzeczywistości ziemskiej, połączona z odnową mesjanizmu polskiego, dziwne praktyki w sferze obrzędowości religijnej, czerpanie z demonologii afrykańskiej, zwłaszcza w niektórych środowiskach egzorcystów, sprowadzanie chrześcijaństwa do poziomu terapii, i inne.

Przy tym szczególnie niepokoi częste lekceważenie nauczania Magisterium Kościoła i przepisów liturgicznych. Dobrą ilustracją tego stanu rzeczy jest ogłoszona w 2000 roku, przez Kongregację Nauki Wiary, instrukcja Ardens felicitatis desiderium na temat modlitwy o uzdrowienie. Została wydana z myślą o uregulowaniu posługi tą modlitwą. Niestety jest w naszym Kościele prawie nieznana i trudno się dziwić, że Msze św. i nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie są kształtowane na miarę pomysłów, tych którzy je animują. A przecież główne kryterium odróżnienia prawidłowo funkcjonującej wspólnoty Kościoła od takiej, w której się źle zaczyna dziać, bądź już źle się dzieje, to zgodność praktyk i nauczania danej wspólnoty z nauczaniem Magisterium Kościoła.

Bardzo wymowna jest także reakcja niektórych środowisk w naszym Kościele na dwa dekrety KEP: jeden dotyczący tzw. spowiedzi furtkowej, drugi – grzechu i uzdrowienia międzypokoleniowego. Złość na forach internetowych, atak na biskupów i zejście do podziemia. Tymczasem tzw. spowiedź furtkowa powstała jako wynik połączenia dwóch zjawisk. Na początku lat 90. ubiegłego wieku liderzy zielonoświątkowi zaczęli promować w Polsce koncepcję tzw. zagrożeń duchowych. Istotą tego nowego nauczania było przekonanie, że zły duch może się dostać do naszego życia choćby dlatego, że słuchamy określonych zespołów rockowych, nosimy pewne stroje itp. W ostatnich latach polscy twórcy furtek złego ducha dodali do koncepcji zagrożeń duchowych pewne elementy afrykańskiej antropologii i kosmologii.

Ten nowy, dziwny świat przenika coraz bardziej naszą religijność Kościoła katolickiego w Polsce. Towarzyszy temu zupełnie bezkrytyczne odniesienie do tego, co lansują przyjezdni misjonarze. Powierzamy im prowadzenie Rekolekcji Narodowych, właściwie nie wiedząc do końca, kim są? Nie wiemy, co zawiera program przebudzenia Kościoła w Polsce? Coraz więcej naszych księży wprowadza wiernych w stan upadku, hipnozy, transu, utraty świadomości, histerycznego śmiechu, dokonując psychomanipulacji, bez wiedzy i zgody uczestników. W ramach Pokuty Narodowej na Jasnej Górze ma miejsce obnażanie grzechów przodków i jest egzorcyzm Narodu. Tzw. nowe sakramentalia (woda egzorcyzmowana, sól egzorcyzmowana i olej egzorcyzmowany) stosuje się jako środki, które mają pomagać w przepędzaniu mocy złych duchów i chronić ludzi przed wpływem sił demonicznych. Przecież to nie jest świat Bożego Ducha!

Po owocach rozpoznajemy świat próżnego ducha ludzkiego, a tu i tam ujawnia się działanie złego ducha. Nie wolno nam narażać naszych wiernych. Kto weźmie odpowiedzialność za ich duchowe i życiowe poturbowanie. Dlatego, uważam, że trzeba o tym głośno mówić i głośno z innymi myśleć. Trzeba podjąć konkretne badania tych zjawisk, je opiniować, tak w celach profilaktycznych, jak i z myślą o terapii pogubionych. Sytuacja jest poważna, ponieważ najtrudniej uzdrowić wiarę zmutowaną. Trudno odbudować zdrową tożsamość.

Rzecz jasna w obszarze podejrzanych praktyk religijnych nie można się poruszać, jak słoń w składzie porcelany. Trzeba zrobić wszystko, by w porządkowaniu zaistniałej sytuacji nie wylewać dziecka z kąpielą. Nie można jej rozpatrywać w skali biało-czarne. To sytuacja, o której mówi Jezus w Ewangelii w obrazie kąkolu posianego na dobrym polu. Stąd nie chodzi o piętnowanie, ale odsłanianie tego co chore i o cierpliwe uzdrawianie; nazywanie schorzeń po imieniu, bez arbitralnego potępiania.

Potrzeba zatem solidnego zbadania różnorakich zjawisk i ich form, zdiagnozowania ich i zaopiniowania. Potrzeba badań filozoficznych, teologicznych, socjologicznych i etnograficznych, żeby lepiej uchwycić i rozumieć proces pentekostalizacji. Pomocą mogą być istniejące opracowania i spokojne analizowanie zachowań w danym środowisku kościelnym[33]. Potrzeba też pozytywnego pokazywania, jak ma być i jaką drogą doprowadzić do uzdrowienia schorzałych sfer i konkretnego środowiska. Trzeba też mówić o tych sprawach w wykładach seminaryjnych, zwłaszcza na teologii pastoralnej i w ramach formacji stałej duchowieństwa i osób konsekrowanych.

* Referat wygłoszony na Jasnej Górze 24 stycznia br. podczas XXVI Sympozjum dla księży rekolekcjonistów, ojców duchownych i spowiedników kapłańskich.

[1] Od 2015 r. adiunkt z habilitacją w Katedrze Etyki Współczesnej w Instytucie Filozofii UKSW w Warszawie.

[2] Sam uznaje za podstawowe opracowanie następującą pozycję: Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, „Studia Philosophiae Christianae” 50(2014) 3, s. 91-129.

[3] Por. L. Misiarczyk, Czy Kościołowi katolickiemu w Polsce rzeczywiście grozi pentekostalizacja?

[4] Ks. Andrzej Choromański, pracownik Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, mówiąc w Kamieniu Śląskim o Globalnym Forum Chrześcijańskim (w ramach międzynarodowej konferencji naukowej pt. Aktualny stan ekumenii, 28 maja 2016 r.), stwierdził, że u jego genezy jest pentekostalizm ruchu zielonoświątkowego, zjawisko, które zmieniło wspólnoty zielonoświątkowe, ruchy ewangelikalne, a nawet wspólnoty charyzmatyczne tradycyjnych Kościołów. Jego konsekwencją jest rozwój chrześcijaństwa przeżycia, doświadczenia (subiektywnego) w miejsce „chrześcijaństwa głowy” i trudno się dziwić, że wspólnoty pentekostalne nie są zainteresowane klasycznym ekumenizmem. Z myślą o dialogu z nimi powstało Globalne Forum Chrześcijańskie, które jest platformą spotkania chrześcijan celem dzielenia się doświadczeniem wiary, bez jakichkolwiek wspólnych dążeń i zobowiązań.

[5] W dniach 15-17 kwietnia 2016 r. w Uniwersytecie w Chicago miała miejsce konferencja naukowa pt. Ogień z nieba: pentekostalizm, katolicyzm i Duch w świecie. Sympozjum zostało zorganizowane w ramach corocznego Tygodnia Światowego Katolicyzmu (World Catholicism Week) i zgromadziło kilkudziesięciu mówców z całego świata, a poświęcono je problemom związanym z pentekostalizacją chrześcijaństwa. W referatach omawiano zagadnienia dotyczące m.in. rozumienia zła i szatana, różnych wizji demonologii w Afryce i świecie zachodnim, współczesnych wyzwań ekumenicznych.

[6] Franciszek, Między kanapą a odwagą. Wszystko, co powiedział papież podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016, s. 42-43.

[7] Kobyliński, Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, s. 94.

[8] M. Eckholt, Pentekostalisierung des Christentums? Zur Rekonfiguration „der religiösen Landkarte in Lateinamerika“, Stimmen der Zeit (2013)13, s. 519−520.

[9] Według danych opublikowanych przez ten ośrodek badawczy, który monitoruje rozwój wszystkich denominacji chrześcijańskich na całym świecie, w 1900 r. było na świecie 1600 denominacji chrześcijańskich, czyli różnego rodzaju kościołów, związków wyznaniowych i sekt. 100 lat później liczba ta wzrosła do 34000 podmiotów. W roku 2012 istniało w świecie już 43000 denominacji chrześcijańskich, natomiast w przyszłości, na rok 2025 przewiduje się aż 55000 denominacji chrześcijańskich.

[10] Por. T. M. Johnson, G. A. Zurlo, A. W. Hickman, P. F. Crossing, Christianity 2016: Latin America and Projecting Religion to 2050, „International Bulletin of Mission Research” 40(2016)1, s. 22-29.

[11] Por. B. Grim, T. Johnson, V. Skirbekk, G. A. Zurlo (red.), Yearbook of International Religious Demography2015, Leiden – Boston 2015; B. Grim, T. Johnson, V. Skirbekk, G. A. Zurlo (red.), Yearbook of International Religious Demography 2014, Leiden – Boston 2014.

[12] Por. Kobyliński, Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, s. 99-101.

[13] Por. tamże, s. 107.

[14] A. Kowal, Ekumenizm czy obrona jedności, http://www.apologetyka.katolik.pl (dostęp: 5 maja 2013 r.). Dochodziło czasem do schizmy konkretnych wspólnot z Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej.

[15] Zob. Kobyliński, Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, s. 108.

[16] Tamże.

[17] Zob. tamże, s. 109n.

[18] A. Migda, Mistycyzm pentekostalny w Polsce, Kraków 2013, s. 13.

[19] Tamże, s. 361.

[20] W komentarzu ks. Kobyliński zauważa, że wskutek takiego podejścia prawdy religijne są nie tyle poznawane, ile przeżywane w sposób emocjonalny i czysto subiektywny. Trudno się więc dziwić, że od lat 90. XX wieku w ruchu charyzmatycznym rośnie tendencja do wprowadzania na szeroką skalę nowych technologii akustycznych i efektów multimedialnych. W pentekostalnym doświadczeniu religijnym to właśnie muzyka, dźwięk i światło zaczynają odgrywać zdecydowanie dominującą rolę. Tak jest m.in. w ramach tzw. Wieczorów Uwielbienia. Kobyliński, Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, s. 105.

[21] Por. W. A. Grudem, R. B. Gaffin Jr., R. L. Saucy, S. Storms, D. A. Oss, Dary Ducha we współczesnym Kościele. Cztery stanowiska, tłum. M. Wilkosz, Katowice 2008.

[22] Migda, Mistycyzm pentekostalny w Polsce, s. 198.

[23]Andrzej Migda jest religioznawcą, pracownikiem Instytutu Religioznawstwa UJ. Jego zainteresowania badawcze oscylują wokół biblistyki, demonologii, mistycyzmu oraz psychologii religii. Szczególnie bliskie są mu zagadnienia związane z historią chrześcijaństwa, a zwłaszcza protestantyzmu.

[24] Tamże, s. 295−296.

[25] Kobyliński, Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, s. 111.

[26] Migda, Mistycyzm pentekostalny w Polsce, s. 177n.

[27] Por. tamże, s. 14.

[28] Przegrupowanie sił O nakładaniu rąk, potędze Ducha i walce duchowej, jakiej jeszcze nie było. Z Lechem Dokowiczem rozmawia Marcin Jakimowicz, GN 89(2011) 25, s. 15.

[29] Por. Migda, Mistycyzm pentekostalny w Polsce, s. 17.

[30] A. Siemieniewski, Czy Kościół pierwszych wieków znał modlitwę w językach?, http://www.apologetyka.katolik.pl (dostęp: 10 maja 2013 r.).

[31] Pod koniec stycznia 1994 roku mały charyzmatyczny kościół Vineyard na lotnisku w Toronto doświadczył czegoś, co uznano za nowe wylanie Ducha Świętego. W czasie nabożeństw Toronto Blessing uczestnicy padali w Duchu, mówili językami, wpadali w euforyczne stany tj. śmiech, płacz, drżenie ciała. Ludzie omdlewali, wykonywali nietypowe ruchy i wydawali różnego rodzaju dźwięki, w tym odgłosy wydawane przez zwierzęta, co doprowadziło do wielu kontrowersji. O przeżywanym tam i później na całym świecie wielkim ożywieniu miały świadczyć najróżniejsze „namaszczenia przez Ducha Świętego”. Główną wizytówką stał się niekontrolowany, głośny śmiech w czasie nabożeństwa, omdlenia i padanie pod mocą Ducha co miało być wyrazem szczególnej obecności Bożej. Tłumaczono, że te wszystkie objawy były właściwe i potrzebne innym wierzącym a osoby zachowujące się tak podczas nabożeństw były „pijane Duchem Świętym”. Kościoły zielonoświątkowe z reguły zdystansowały się od tych zjawisk i je skrytykowały. Natomiast charyzmatycy, także z Kościołów historycznych, przyjmowali je z entuzjazmem. W styczniu 1996 roku zbór w Toronto został wyłączony z Vineyard i istnieje jako niezależny Kościół. Znany jest jako Toronto Airport Christian Fellowship.

[32] Migda, Mistycyzm pentekostalny w Polsce, s. 167.

[33] Na spotkaniu w Głuchołazach dziekani wydziałów teologicznych w Polsce wyrazili gotowość podjęcia projektu badawczego z tego zakresu. Sprawie będzie się przyglądać Komisja Nauki Wiary KEP.