W czwartek, 24 września 2026 r., w Domu Katolickim ROMA w Przemyślu odbyło się spotkanie warsztatowe przed sobotnim Męskim Oblężeniem Jasnej Góry. Konferencję pt. „Sam nie dojdziesz – braterstwo według św. Pawła” transmitowaną w Internecie wygłosił bp Stanisław Jamrozek.
Hierarcha podkreślił, że kiedy patrzy się na życie św. Pawła, można dostrzec człowieka niezwykle mocnego, zdecydowanego i konsekwentnego, który całkowicie oddał swoje życie głoszeniu Ewangelii. Można odnieść wrażenie, że to samotny wojownik, człowiek zdolny iść naprzód niezależnie od okoliczności i ludzi, których spotyka. Tymczasem kiedy uważniej czyta się Dzieje Apostolskie i Pawłowe listy, odkrywa się coś zupełnie innego: Paweł niemal zawsze jest otoczony ludźmi. Ma współpracowników, uczniów, przyjaciół, tych, których sam formuje, i tych, od których również przyjmuje pomoc.
Jak zaznaczył bp Jamrozek, to bardzo ważna lekcja dla każdego. Nikt nie jest stworzony do samotnej drogi. Każdy potrzebuje Boga, ale potrzebuje również drugiego człowieka, brata, który będzie obok, który czasem podtrzyma, innym razem upomni, pomoże zobaczyć to, czego sami już nie dostrzegamy, a kiedy trzeba — zwyczajnie po prostu będzie.
Nie wystarczy być obok siebie
Biskup zaznaczył, że można przebywać z innymi ludźmi, spotykać się z nimi, należeć do tej samej wspólnoty, a jednak nie budować prawdziwego braterstwa. Braterstwo nie polega jedynie na tym, że jesteśmy razem w jednym miejscu. Rodzi się wtedy, kiedy człowiek zaczyna być odpowiedzialny za siebie i za innych.
Jak wskazał hierarcha, święty Paweł bardzo mocno pokazuje tę prawdę w swoich listach. Kościół nie jest dla niego zbiorem niezależnych osób, z których każda realizuje własny projekt duchowy. Jest Ciałem Chrystusa, a skoro wszyscy jesteśmy jednym ciałem, nie możemy powiedzieć drugiemu człowiekowi: „Nie jesteś mi potrzebny”.
Dlatego każdy otrzymał inne dary, każdy ma inne zadanie i inne miejsce, ale właśnie dlatego potrzebujemy siebie nawzajem. Ręka nie zastąpi oka, oko nie zastąpi nogi, a żadna część ciała nie może uznać, że poradzi sobie bez pozostałych. Różnorodność nie jest przeszkodą dla jedności. Przeciwnie — dopiero dzięki niej ciało może naprawdę żyć i wypełniać swoją misję.
Hierarcha zaznaczył, że tak samo jest we wspólnocie chrześcijańskiej. Nie wszyscy musimy myśleć identycznie, mieć taki sam temperament, tę samą historię czy identyczny sposób przeżywania wiary. Jedność nie oznacza jednakowości. Oznacza, że pomimo różnic należymy do Chrystusa i dlatego uczymy się przyjmować siebie nawzajem jako braci.
Brat, który potrafi powiedzieć prawdę
Bp Jamrozek tłumaczył także, że braterstwo nie może oznaczać jedynie wzajemnego pocieszania. Każdy czasami potrzebuje człowieka, który będzie miał odwagę powiedzieć prawdę, nawet wtedy gdy sam zainteresowany nie zawsze chce jej słuchać. Łatwiej przyjąć słowo, które potwierdza nasze przekonania, usprawiedliwia nasze zachowanie i pozwala pozostać tam, gdzie jesteśmy. Tymczasem prawdziwy brat nie jest człowiekiem, który zawsze się ze mną zgadza. Jest kimś, komu zależy na moim dobru i zbawieniu, dlatego potrafi również zwrócić uwagę, postawić pytanie, a czasem powiedzieć: „Zobacz, tutaj idziesz w niewłaściwą stronę”.
Dlatego biskup zauważył, że święty Paweł sam tak postępował i jednocześnie pozwalał, aby inni mieli wpływ na jego drogę. Jego relacje nie były powierzchowne. W jego listach widać wdzięczność, tęsknotę, troskę, czasami napięcie i trudne słowa, ale wszystko to wyrasta z przekonania, że wiara nie jest sprawą prywatną. Jeżeli naprawdę jesteśmy braćmi, nie możemy być obojętni na to, co dzieje się z drugim człowiekiem.
„Jeden drugiego brzemiona noście”
Paweł napisał do Galatów: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe”. Zatem każdy człowiek niesie jakiś ciężar. Czasami jest on widoczny, ale bardzo często pozostaje ukryty. Można siedzieć obok człowieka, który się uśmiecha, pracuje, wykonuje swoje obowiązki, uczestniczy w życiu wspólnoty, a jednocześnie wewnętrznie przeżywa bardzo trudną walkę. Dlatego każdy potrzebuje relacji, w których może przestać udawać.
W tym kontekście mężczyźnie nie zawsze łatwo jest powiedzieć: „Nie radzę sobie”, „potrzebuję pomocy”, „mam problem”, „boję się”, „nie wiem, co zrobić”. Czasami przez wiele lat uczy się on raczej ukrywać słabość, bo wydaje mu się, że musi być silny i samowystarczalny. Tymczasem Ewangelia nie uczy udawania siły. Uczy prawdy. Człowiek dojrzały potrafi nie tylko pomagać innym, ale również pozwolić sobie pomóc. To wymaga pokory. Łatwiej czasem wystąpić w roli tego, który rozwiązuje problemy innych, niż przyznać, że sam potrzebuję brata. A jednak właśnie wtedy zaczyna rodzić się prawdziwa wspólnota: kiedy można się nie tylko dzielić się sukcesami, ale również powierzać sobie ciężary.
Paweł potrzebował Barnaby
Jak wskazał hierarcha, szczególnym człowiekiem na drodze św. Pawła był Barnaba. Po nawróceniu Szawła chrześcijanie bali się go i trudno się temu dziwić. Pamiętali przecież, że jeszcze niedawno prześladował uczniów Jezusa. Nie wystarczyło, że sam Szaweł powiedział: „Zmieniłem się”. Jego przeszłość budziła lęk i nieufność. I wtedy pojawił się Barnaba. To on wprowadził Szawła do wspólnoty i niejako za niego poręczył. Dostrzegł w nim coś, czego inni jeszcze nie potrafili zobaczyć. Zobaczył nie tylko człowieka z trudną przeszłością, ale człowieka, którego dotknęła łaska Boga i przed którym otwiera się nowa droga.
Dlatego bp Jamrozek zaznaczył, że każdy potrzebuje czasami takiego Barnaby. Człowieka, który zobaczy w nas dobro, zanim inni je dostrzegą. Który da szansę. Który pomoże wejść do wspólnoty. Który nie pozwoli, aby nasza przeszłość stała się wyrokiem na przyszłość. Ale warto postawić sobie również pytanie odwrotne: dla kogo ja jestem Barnabą? Komu pomagam wzrastać? Kogo wprowadzam? Komu daję przestrzeń? Czy potrafię dostrzec człowieka, który dopiero zaczyna, który jeszcze popełnia błędy, ale w którym Bóg już rozpoczął swoje dzieło?
Paweł formował innych
Biskup pomocniczy archidiecezji przemyskiej podkreślił, że św. Paweł nie zatrzymał otrzymanego dobra dla siebie. Wokół niego pojawiali się kolejni ludzie: Tymoteusz, Tytus, Sylas i wielu innych współpracowników, których imiona odnajdujemy w jego listach. Zatem Paweł wiedział, że misja nie może opierać się na jednym człowieku.
To ważne również dla każdego, kto bierze odpowiedzialność za innych — w rodzinie, wspólnocie, parafii czy jakimkolwiek dziele. Dojrzały lider nie buduje wszystkiego wokół siebie. Myśli o tych, którzy przyjdą po nim. Formuje innych, daje im odpowiedzialność, pozwala im wzrastać, a nawet pozwala im popełniać błędy. Trzeba więc pytać siebie: kogo przygotowuję? Komu przekazuję to, czego sam się nauczyłem? Kto będzie potrafił podjąć odpowiedzialność, kiedy mnie zabraknie? Jeżeli wszystko zależy wyłącznie ode mnie, to być może zamiast budować wspólnotę, buduję własną pozycję.
Jak wskazał bp Jamrozek, św. Paweł pokazuje inną drogę. Ojcostwo duchowe polega na tym, że człowiek nie zatrzymuje innych przy sobie, ale pomaga im dojrzewać do ich własnej odpowiedzialności i misji.
Braterstwo nie jest wygodne
Hierarcha podkreślił również, że relacje między ludźmi nie zawsze są proste. Tak było również w życiu Pawła, patrząc chociażby na jego spór z Barnabą dotyczący Marka. W pewnym momencie ich drogi się rozeszły. Pismo Święte nie ukrywa takich wydarzeń. To ważne, ponieważ czasami człowiek tworzy sobie wyidealizowany obraz wspólnoty: skoro jesteśmy wierzący, powinniśmy zawsze się zgadzać, nie powinno być napięć, konfliktów ani różnicy zdań. Tymczasem wspólnota nie polega na braku konfliktów. Polega na tym, że również przez trudne sytuacje uczymy się miłości, przebaczenia, cierpliwości i szukania dobra.
Nie każda różnica zdań musi niszczyć jedność. Nie każdy konflikt oznacza koniec relacji. Potrzebujemy dojrzałości, aby nie uciekać od siebie przy pierwszej trudności, ale też pokory, żeby zobaczyć własne błędy i umieć prosić o przebaczenie.
Braterstwo zaczyna się od konkretu
Łatwo mówić o wspólnocie w sposób ogólny – zaznaczył hierarcha. – Trudniej zapytać: kto konkretnie zna moje życie? Kto wie, z czym naprawdę się zmagam? Kto może zapytać mnie o moje małżeństwo, relację z dziećmi, modlitwę, pracę, czystość serca, uczciwość, sposób korzystania z pieniędzy czy odpowiedzialność za innych — i komu odpowiem szczerze, bez zakładania maski? – dodał. Jeżeli nikt taki nie istnieje, warto się zastanowić, czy nie próbuję przeżywać chrześcijaństwa samotnie.
Biskup pokazywał, że nie potrzeba mieć wokół siebie dziesiątek ludzi, którym będziemy opowiadać o wszystkim. Potrzeba jednak przynajmniej jednego czy kilku braci, z którymi możemy wejść w relację opartą na prawdzie, zaufaniu i odpowiedzialności. Takiej relacji nie buduje się podczas jednego spotkania. Ona potrzebuje czasu, wierności, rozmowy, wspólnej modlitwy i gotowości, żeby być przy drugim człowieku także wtedy, kiedy nie jest to wygodne.
Nie pytaj tylko, kto pomoże tobie
Hierarcha tłumaczył, że braterstwo dojrzewa wtedy, kiedy człowiek przestaje pytać wyłącznie o własne potrzeby. Oczywiście każdy potrzebuje wsparcia, ale uczeń Jezusa z czasem zaczyna stawiać inne pytanie: komu ja mogę towarzyszyć?
Może w moim otoczeniu jest człowiek, który przeżywa trudność i nie ma odwagi o niej powiedzieć. Może ktoś odsunął się od wspólnoty i nikt nie zapytał dlaczego. Może jest młodszy mężczyzna, który potrzebuje nie kolejnego wykładu, ale kogoś, kto zainteresuje się jego życiem. Może ktoś potrzebuje zwyczajnej rozmowy, telefonu, wspólnej kawy albo modlitwy.
Misja bardzo często zaczyna się właśnie tutaj. Nie od wielkich projektów, ale od człowieka, którego Bóg stawia obok mnie.
Razem łatwiej usłyszeć Boga
Hierarcha wskazał tez, że każdy potrzebuje braci także dlatego, że sam nie zawsze właściwie rozeznaje. Może pomylić własne pragnienia z wolą Boga, emocje z natchnieniem, upór z wiernością, lęk z roztropnością. Drugi człowiek pomaga spojrzeć z innej perspektywy. Nie podejmuje decyzji za nas, ale może pomóc zobaczyć to, czego sami nie widzimy. Dlatego tak wielką wartość ma wspólna modlitwa, rozmowa o Słowie Bożym i dzielenie się tym, co przeżywamy.
Chrześcijaństwo od początku było drogą wspólnotową. Jezus posyłał uczniów po dwóch. Pierwszy Kościół trwał we wspólnocie, łamaniu chleba, modlitwie i nauce Apostołów. Paweł zakładał wspólnoty, wracał do nich, pisał listy, posyłał współpracowników i troszczył się o relacje między ludźmi. Bóg prowadzi człowieka osobiście, ale bardzo często czyni to przez drugiego człowieka.
Sam nie dojdziesz
Jak zauważył bp Jamrozek, współczesna kultura bardzo mocno podpowiada, że człowiek powinien być niezależny, samowystarczalny i zdolny poradzić sobie ze wszystkim sam. Tymczasem Ewangelia pokazuje inną drogę. Sam nie dojdziesz nie dlatego, że jesteś za słaby, ale dlatego, że Bóg stworzył człowieka do relacji. Każdy potrzebuje Ojca i potrzebuje braci. Potrzebuje ludzi, którym pozwoli wejść wystarczająco blisko, aby mogli dzielić radość, ale także zobaczyć słabość. Potrzebujemy tych, którzy będą się z nami modlić, którzy powiedzą prawdę, kiedy zaczniemy się gubić, którzy podniosą nas po upadku i przypomną nam, dokąd idziemy. Ale również inni potrzebują nas.
Dlatego pytanie o braterstwo jest jednocześnie pytaniem o odpowiedzialność: kogo Bóg postawił obok mnie? Za kogo mam się modlić? Komu mam towarzyszyć? Kogo mam podnieść? Komu pomóc odkryć jego miejsce i jego misję? Uczeń Jezusa nie idzie sam. Pozwala się prowadzić, uczy się iść z braćmi, a z czasem sam staje się bratem dla innych.
I być może właśnie na tym polega jeden z najważniejszych kroków na drodze ucznia-misjonarza: odkryć, że wiara nie jest samotną wyprawą do Boga, ale drogą, na której idziemy razem, niesiemy siebie nawzajem i razem pozwalamy Chrystusowi posyłać nas do innych.
Konferencja bp. Stanisława Jamrozka była transmitowana w Internecie. Zachęcamy do obejrzenia poniżej:











